Zwariowane Laboratorium Profesora Brzęczyka
Gruchot starego roweru rozbrzmiewał głośno w ciszy sobotniego popołudnia, kiedy Patryk, Nina i Maks jechali szutrową drogą na obrzeżach miasteczka. Każde z nich miało w kieszeni telefon, ale wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że dzisiejszy dzień ma być "analogowy" – bez internetu, memów i powiadomień. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki Maks nie zauważył czegoś, co wytrąciło ich z rutyny.
– Ej, zobaczcie! – zawołał, wskazując wielką, powyginaną antenę wystającą zza żywopłotu.
Za zakrętem, gdzie drogę zagradzała potężna brama z napisem „Nie wchodzić! Prace eksperymentalne”, zaczynała się posiadłość, o której w szkole krążyły legendy. Mówiono, że mieszka tam jakiś szalony wynalazca, Profesor Brzęczyk, który potrafi sprawić, by cebula śpiewała arie operowe, a banany świeciły w ciemności.
– Chodźmy zobaczyć! Ostatni to skarpetka bez pary! – zakrzyknęła Nina, już przeskakując przez rdzewiejący płot. Patryk spojrzał na Maksa, wzruszył ramionami i podążył za nią.
Po kilku minutach kręcenia się wśród zarośli, natknęli się na coś zaskakującego. Wysoka, metalowa budowla przypominała połączenie silosu z gigantycznym czajnikiem do herbaty. Kolejne elementy wyglądały, jakby pochodziły z wystawy "Złom czy Sztuka?". Na środku szopy stał kot, który miał na głowie... hełm od starego odkurzacza.
Maks podszedł ostrożnie. – Przysięgam, jeśli to coś mrugnie, idę do domu.
W tym samym momencie usłyszeli głośne "BUM!" i z górnego piętra wybiegł Profesor Brzęczyk, ubrany w fartuch poplamiony nieznaną substancją i... kapcie z uszami królika. Pociągał za sobą ogromną rurę, z której wylatywały różnokolorowe konfetti.
– Ach! Nowi ochotnicy do eksperymentu! Proszę, proszę do środka! – zawołał, a za nim potoczyła się w dół schodów kula energii przypominająca watę cukrową. W chwilę później wszędzie zaczęły pojawiać się niezwykłe przedmioty: latający zeszyt, śmiejący się zegar, a nawet kiełbasa podskakująca w rytm techno.
Patryk spojrzał na przyjaciół z niedowierzaniem. – Albo wpadliśmy w senny koszmar, albo to najlepszy dzień naszego życia.
Brzęczyk przysunął się konspiracyjnie i szepnął: – Potrzebuję waszego sprytu. Właśnie dziś uruchamiam najnowszy wynalazek: Multiplikator Wyobraźni! Ale... jest drobny problem. Ktoś (albo coś) wymieszał składniki i nie mam pojęcia, co się wydarzy, jeśli włączę urządzenie…
Nie zdążyli nawet zapytać, co grozi im najbardziej, bo w tym momencie kot z hełmem wskoczył na panel sterowania i nacisnął wielki czerwony przycisk...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?