Zosia i Strażnik Zębów
Zosia stała przy umywalce w jasnej łazience.
Był wieczór, a lustro miało krople wody.
Kubek stał cicho, a szczoteczka czekała prosto.
Pasta pachniała truskawką i miała małą gwiazdkę.
Zosia szepnęła: „Czas mycia, ząbki, zaczynamy teraz”.
Włączyła kran i nałożyła porcję jak groszek.
Szczotkowała góra, dół, przód i tył zębów.
Liczyła do dwustu, powoli, bez pośpiechu, przez dwie minuty.
Nagle kubek zadźwięczał i poruszył się lekko.
Z dziurki zlewu wyszła mała, błyszcząca postać.
Miała płaszcz z nici i lampkę jak kropelka.
Ukłoniła się i powiedziała cichym głosem.
„Jestem Strażnik Zębów, wołaj mnie Świecio”.
„Twoje zęby wzywają pomoc, słyszysz te stuki?”
Cukrusy budzą się, gdy pastę ktoś połyka.
Dlatego wypluwaj pianę i popijaj wodą.
Świecio dotknął lustra, a tafla błysnęła jak staw.
W środku migało Miasteczko Szkliwa, pełne małych domków.
Z jednego unosił się dymek cukru i lepkie nici.
Zosia złapała szczoteczkę i zacisnęła małą dłoń.
Mama zawołała z kuchni: „Pamiętaj o języku, skarbie!”.
Świecio skinął głową i wskazał kręcący się, srebrny próg.
„Czy jesteś gotowa wejść i uratować uśmiechy?”
Zosia zrobiła krok, a lustro zaszumiało jak morze.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?