Zaklinacze z ulicy Szmaragdowej
Mela bezgłośnie zamknęła za sobą ciężkie drzwi kamienicy, ściskając w dłoni zmiętą kartkę. Lena i Konrad czekali już na nią pod latarnią, obok której czerwone liście wirujące na wietrze układały się w niesamowite wzory.
— No, masz ją? — Lena niecierpliwiła się, spoglądając na Melię spod czarnej grzywki.
Mela rozłożyła kartkę i trzymali ją we trójkę pod światłem latarni. Mapa wyglądała zwyczajnie, dopóki Mela nie przejechała po niej palcem. Atrament zaiskrzył, linie zaczęły się poruszać, a w rogu pojawił się napis: „Wejdź, jeśli się odważysz. Szmaragdowe Przejście otwarte tylko przez godzinę po zmierzchu.”
Konrad uniósł brwi. — To chyba żart.
Ale w tej samej chwili, na ścianie starego sklepu z antykami, wyświetliły się zielone znaki. Drzwi, których wcześniej nie widzieli, skrzypnęły cicho i rozwarły się, ukazując schody prowadzące w dół.
— Chyba właśnie dostaliśmy zaproszenie — szepnęła Lena.
Po krótkim wahaniu ruszyli do środka. Gdy zamknęły się za nimi drzwi, cisza ulicy została za nimi jak inny świat. Schodząc w dół, czuli coraz chłodniejsze powietrze i dostrzegali sylwetki wyłaniające się zza półprzezroczystych zasłon – czy to były duchy, czy tylko cień ich wyobraźni?
W końcu dotarli do szerokiej sali, w której na mosiężnych podstawkach płonęły szmaragdowe świece. Pośrodku stała postać w długiej, srebrnej pelerynie, z twarzą przysłoniętą maską.
— Czekałem na was — przemówiła postać niskim, echem odbijającym się od ścian.
Przyjaciele zamarli. W powietrzu coś błysnęło — czy właśnie zaczynała się magia?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?