W głębi pachnącego lasu, gdzie drzewa szumią nawet w bezwietrzne dni, mieszkał miś o imieniu Bruno. Bruno był nieduży, puszysty i zawsze nosił na szyi kolorowy dzwoneczek, który wesoło dźwięczał, gdy biegał z przyjaciółmi. Dzwoneczek był prezentem od babci i Bruno bardzo go lubił.
Pewnego ranka, kiedy słońce leniwie wychylało się zza pagórków, Bruno przeciągnął się na swoim miękkim posłaniu i... zamarł. Jego dzwoneczka nie było! Rozejrzał się po norce, zajrzał pod poduszkę, sprawdził między kredkami i za swoim ulubionym misiem-maskotką. Pusto.
– Muszę go znaleźć! – pomyślał Bruno i szybko wybiegł na zewnątrz.
Na polance czekali już jego przyjaciele: sowa Pola, zając Tymek oraz wiewiórka Lusia. Bruno opowiedział im, co się stało. – Zgubiłem mój dzwoneczek! – westchnął smutno.
– Sprawdzimy las! – zaproponował Tymek, skacząc z nogi na nogę.
– Może ktoś widział coś niezwykłego tej nocy? – zapytała sowa Pola, mrużąc mądrze oczy.
Wyruszyli więc razem, zaglądając pod mchy, kępy traw i ślady na piasku. Lusia nagle zawołała:
– Patrzcie! Tu są małe odciski łapek, a obok upuszczone piórko!
Przyjaciele nachylili się bliżej, próbując odgadnąć, do kogo należą ślady i gdzie mogą prowadzić. Czy dzwoneczek Bruna naprawdę został zabrany? I dlaczego? Wszyscy spojrzeli na siebie z wypiekami na policzkach, a ich serca zaczęły bić szybciej, kiedy niespodziewanie usłyszeli cichy dźwięk dobiegający zza najbliższego krzaka...