Wrota Pod Wysokim Dworem
Jesienny wieczór był rześki i gęsto usiany mgłą, która ścieliła się nad starym parkiem niczym mleczna kołdra. Kacper, Marta i Olga, paczka od liceum, przemierzali wydeptaną ścieżkę na skraju miasta. Powietrze pachniało wilgocią i gnijącymi liśćmi. Po latach wrócili w rodzinne strony, by razem powspominać dzieciństwo, ale ich rozmowy coraz częściej zbaczały ku nowym sprawom — studiom, pracy, temu, co czeka dalej. W cieniu wysokich drzew majaczył stary dwór, wokół którego krążyło mnóstwo miejskich legend.
Marta, zawsze najbardziej skora do wyzwań, rzuciła: "Skoro już tu jesteśmy, idziemy zobaczyć ten dwór. Przecież nic nam nie grozi, prawda?" Kacper wzruszył ramionami, choć nie wyglądał na przekonanego, a Olga, nieco bardziej sceptyczna, ostatecznie dała się przekonać. Przez zarośnięty ogród dotarli do wielkich, omszałych drzwi. Na ich powierzchni widać było wyryty wzór przedstawiający dwa splecione węże.
Gdy Marta pchnęła drzwi, zaskrzypiały głośno, lecz ku ich zdziwieniu nawet nie były zamknięte. Wewnątrz panował półmrok, w powietrzu unosił się zapach kurzu i dawno zapomnianych historii. Korytarz prowadził ich do wielkiej sali balowej, gdzie dawno temu wisiały żyrandole i tańczyli ludzie w eleganckich strojach. Teraz wszystko przykrywała warstwa pyłu i ciszy.
Nagle Olga zauważyła, że jedna ze ścian różni się od pozostałych. "Zobaczcie, tu jest coś dziwnego," powiedziała, przykładając dłoń do chłodnego, szklistego fragmentu ściany. Rozległ się cichy dźwięk, jakby echo kropli spadających do studni. Marta przyklękła i dostrzegła na podłodze wąską szczelinę, z której wydobywał się bladoniebieski blask. Kacper, ciekawski z natury, sięgnął do niszy i natrafił na niewielką, metalową kulę. Gdy tylko jej dotknął, cały pokój rozświetlił się niesamowitymi kolorami.
Światło zawirowało, a ściana zmieniła się w coś, co przypominało taflę wody poruszaną niewidzialnym wiatrem. Przestrzeń wokół zaczęła drżeć, kontury rzeczywistości rozmywały się. W końcu przed trojgiem pojawił się kształt — drzwi bez klamki, otulone pajęczyną świetlnych nici. Wyczuwało się, że przekroczenie progu może oznaczać podróż, której żadne z nich nie mogło przewidzieć.
Przez chwilę spojrzeli na siebie z niedowierzaniem i ekscytacją. Marta wzięła głęboki oddech i powoli wyciągnęła dłoń w kierunku drzwi. Gdy jej palce dotknęły powierzchni, rozległo się głośne łupnięcie i…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?