Wewnętrzny kompas Wiktora
Las wokół Przesmyku Zjaw nie był zwyczajnym lasem. Wiktor z przekonaniem mógłby powiedzieć, że jeśli istnieją miejsca, które czują człowieka bardziej niż on sam siebie, to to był jeden z nich. Gdy wracał z rowerem po krętej drodze, gps jakby nagle stracił orientację. Ekran świecił pustką, a powietrze miało posmak mchu zmieszanego ze strachem.
Był czerwiec. W kieszeni kurtki wibrował telefon, powiadomienia z Messengera, ale Wiktor nie miał ochoty odpisywać. Ostatnia kłótnia z mamą wciąż dźwięczała mu w głowie – była głośniejsza niż śpiew ptaków za oknem i bardziej wyraźna niż muzyka w słuchawkach.
Kiedy minął kolejny zakręt, wśród drzew zamajaczył budynek. Stara szkolna willa z obdrapanymi balustradami, wciśnięta wśród olch i świerków. Wiktor nigdy wcześniej jej nie widział. Czuł, jak w żołądku rośnie ciężar – ciekawość mieszała się z lękiem. Stanął przy bramie, prowadzącej na opustoszałe podwórko. Drzwi do willi były uchylone.
Uniosło go coś więcej niż potrzeba przygody. Jakby czyjeś emocje z zewnątrz przenikały do środka. Kiedy wszedł, pierwsze, co poczuł, to lodowaty powiew. Wnętrze było pełne starych plakatów, tablic i wyblakłych zeszytów. Jednak nie to zaskoczyło go najbardziej. W szkolnej auli, tam, gdzie dawniej musiało być miejsce na przedstawienia, siedziała grupa ludzi – w jego wieku, choć ubrani zupełnie różnie, jakby wyjęci z innych czasów.
Jeden z nich, dziewczyna w długim swetrze, spojrzała prosto na Wiktora. Jej oczy były szkliste, ale nie z płaczu, tylko jakby przepełnione czymś, co trudno nazwać. Obok niej chłopak o włosach splecionych w dredy zaczął kręcić w palcach zapalniczkę, a cichy trzask ognia odbił się echem o deskę sceny.
– Witaj – odezwała się cicho dziewczyna. – Jesteś tutaj, bo twoje emocje zbyt długo były zamknięte. Tu... wszystko to, czego nie pokazujesz, przybiera kształt.
Wiktor aż cofnął się o krok. Poczuł, jak jego własny gniew, żal i wstyd zaczynają się materializować, tworząc kolorowe, drgające sylwetki. Jedna z nich wysunęła się najbliżej – przypominała cień, który miał własne oczy.
– Musisz wiedzieć, że nie wszystkie emocje są przyjazne – rzucił ktoś z tyłu. – Ale każda czeka, aż ją zauważysz.
W sali zapanowała cisza. Kolorowe postaci zaczęły krążyć wokół Wiktora, a każda szeptała mu coś innego do ucha. Czuł, jak jego serce bije mocniej. Drzwi, przez które przyszedł, zatrzasnęły się z hukiem.
To był moment, w którym musiał zdecydować: podążyć za głosem jednej emocji, czy dać się ponieść ich potędze. Wiktor spojrzał w oczy swojego cienia i wykonał pierwszy krok naprzód...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?