W cieniu podwójnego księżyca
Noc była niepokojąco jasna, choć uliczne latarnie w ogóle nie działały. Nad niewielkim miasteczkiem Wiszniów rozciągały się dwa księżyce, jakby ktoś dorzucił dodatkowe światło na nieboskłonie. Ten drugi, nieco mniejszy i błękitnawy, pojawił się nagle, jakby w odpowiedzi na najbardziej zwariowane życzenia mieszkańców. Ludzie stali w oknach, robili zdjęcia, komentowali w sieci, ale nikt nie wiedział, co się dzieje.
Ada, Igor, Lena i Patryk szli powoli wzdłuż zarastającej ścieżki za starym królikiem, który pojawił się ni stąd, ni zowąd i co chwilę przystawał, oglądając się na nich z wyraźną dezaprobatą. Ogród, do którego prowadził, od lat był opuszczony — wszyscy w mieście szeptali o nim różne historie, jednak nikt nie odważył się wejść dalej niż na pierwszą alejkę. Mimo to coś tej nocy sprawiło, że żadne z nich nie czuło strachu. Może to oddziaływanie dwóch księżyców, a może po prostu ciekawość, która wygrywała z rozsądkiem.
Przebrnęli przez pierwszą bramę z kutego żelaza, oplecioną dzikim winem, którego liście emanowały dziwnym, srebrzystym blaskiem. Powietrze było tu dziwnie gęste, przesycone delikatnym zapachem wilgotnej ziemi i starego drewna. Wszystko wokół zdawało się drżeć — trawa, liście, nawet stojące w kącie zardzewiałe rowery.
– Czy wy też czujecie… jakby wszystko tu na nas patrzyło? – szepnęła Lena, zerkając ukradkiem na kwitnące krzewy, których pąki rozchylały się w rytm nocnej bryzy.
– Albo słuchało – dodał Patryk, próbując nie patrzeć na rzeźbę sowy, która wydawała się zmieniać położenie skrzydeł za każdym razem, gdy mrugnęli.
Ada, najbardziej sceptyczna z całej czwórki, próbowała nadać temu wszystkiemu racjonalny sens, choć jej serce biło podejrzanie szybko. – Po prostu wszystko wygląda inaczej w świetle tych… księżyców. Może to po prostu gra świateł?
Nagle Igor stanął jak wryty. W pobliżu stawu, skąd zwykle dobiegało tylko kumkanie żab, dało się słyszeć cichy śpiew, jakby ktoś grał na skrzypcach pod wodą.
– Słyszycie to? – zapytał, a jego głos rozczesał ciszę. – To chyba muzyka.
Zbliżyli się powoli, rozchylając wysokie, srebrzyste trawy. A potem muzyka ustała, a na powierzchni stawu pojawił się błyszczący krąg światła, większy niż obie tarcze księżyca razem wzięte. Coś — lub ktoś — zaczął się z niego wyłaniać.
Nikt nie odważył się zrobić kroku dalej. Nad ogrodem przeszedł dreszcz, jakby wszystko zatrzymało się na sekundę tuż przed czymś, na co czekali przez całe życie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?