Tajemnica Światła w Starej Fabryce
Wieczór zapadał nad miasteczkiem, kiedy Lena, Mikołaj i Sara podchodzili do starego, zarośniętego ogrodzenia. O tej porze roku, opuszczone ruiny fabryki przyciągały już tylko śmiałków lub… głupców. Ale oni byli czymś pomiędzy. Lena szła pierwsza, jej latarka ledwo przeszywała mrok. Każdy krok rozbrzmiewał echem wśród betonowych ścian pozostałości po zakładzie, który pamiętał lepsze czasy.
— Naprawdę sądzisz, że ktoś tu mieszka? — zapytała Sara, próbując ukryć drżenie głosu.
Mikołaj uśmiechnął się krzywo, wciskając dłonie głęboko w kieszenie bluzy. — Stary Jarek mówił, że czasem widać tu światła — odparł szeptem.
Lena pochyliła się i podniosła coś z ziemi. Był to stary, pożółkły aparat fotograficzny. Przesunęła palcem po porysowanej obudowie.
— Ktoś tu był niedawno — zauważyła. — Baterie są jeszcze ciepłe.
Nagle gdzieś nad nimi rozległ się metaliczny huk. Cisza stężała, a ich oddechy stały się wyraźniejsze. Z daleka dobiegło ich cichy, przeciągły dźwięk… jakby ktoś przesuwał coś ciężkiego po podłodze na górze.
Sara chwyciła przyjaciół za ręce. — Może powinniśmy wrócić? — szepnęła.
Ale Lena już ruszała w stronę schodów prowadzących na wyższe piętro, z aparatem w dłoni. Z ciemności naprzeciwko nich wyłoniło się światło — drgające i niewyraźne. Zrobił się przeciąg, który zdawał się przynosić ze sobą słowa. "Nie wszyscy powinni tu wchodzić…"
I wtedy usłyszeli wyraźne kroki na korytarzu nad nimi, jakby ktoś… lub coś… zaczynało schodzić w ich stronę.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?