Szkoła Podziemnych Talentów
Warszawa, rok 2041. Niby zwyczajne miasto, choć niewielu wiedziało, że pod ulicami, wśród plątaniny rurek, kabli i kanałów, istniało coś jeszcze: elitarna Szkoła Podziemnych Talentów. To właśnie tam, w miejscu ukrytym przed wzrokiem zwykłych ludzi, trafiali ci, którzy nagle zaczęli doświadczać rzeczy, które trudno wyjaśnić logiką.
Maks od zawsze czuł, że trochę odstaje od rówieśników. Gdy miał 16 lat, zauważył, że potrafi zatrzymać czas – na kilka sekund wszystko wokół niego zastygało, tylko on mógł się poruszać. Sądził, że to halucynacja, może wynik nieprzespanych nocy, ale zjawisko powtarzało się coraz częściej. Nie mógł się z tym nikomu zwierzyć, nawet Marii, swojej przyjaciółce z dzieciństwa.
Maria miała własny powód do niepokoju. Z miesiąca na miesiąc widziała wokół ludzi dziwne, barwne aury, które zdradzały ich emocje i intencje. Po kilku lekcjach psychologii zaczęła rozumieć, że czyta ludzi jak otwartą książkę, ale nie miała pojęcia dlaczego. Uparcie szukała odpowiedzi, przeszukując internet, fora i stare książki, aż trafiła na enigmatyczny wpis: „Talent to zaproszenie. Odpowiedz i poznaj siebie naprawdę”.
Spotkali się na przystanku tramwajowym, jak zwykle. Maks nie wytrzymał:
– Masz czas pogadać? Coś dziwnego się ze mną dzieje…
Maria spojrzała na chłopaka, widząc wokół niego pulsujące, srebrzyste światło. Poczuła, że jej własne sekrety mogą wreszcie ujrzeć światło dzienne. Zdecydowała się powiedzieć wszystko.
Wtedy nadjechał tramwaj. Drzwi otworzyły się z cichym sykiem, a w środku, pośród zwykłych pasażerów, siedziała dziewczyna, którą widywali czasem na korytarzach szkoły. Miała na sobie długi, grafitowy płaszcz i czarne rękawiczki, a jej spojrzenie było przeszywające. Gdy tylko wsiedli, dziewczyna nachyliła się ku nim i wyszeptała:
– Jeśli chcecie zrozumieć, kim naprawdę jesteście, wysiądźcie ze mną za dwa przystanki. To wasza jedyna szansa.
W powietrzu zawisła cisza. Maks poczuł dreszcz na plecach, a Maria poczuła, że widzi wokół dziewczyny aurę, jakiej nie zdarzyło jej się jeszcze spotkać – była czarna, jak noc, i jednocześnie błyszcząca jak tysiące gwiazd.
Tramwaj zbliżał się do nadjeżdżającego przystanku. Dziewczyna już stała przy drzwiach, nie odrywając od nich wzroku. W tym momencie światło na zewnątrz zamigotało, a zegarek Maksa na chwilę zatrzymał sekundnik…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?