Szeptucha z Nadjeziornej Łąki
Zapadał ciepły, czerwcowy wieczór, gdy Lena, Artur i Bartek opuścili wygodne, szutrowe drogi i ruszyli rowerami w leśną gęstwinę. Ich celem była Nadjeziorna Łąka – miejsce, o którym starsi we wsi opowiadali z nutą lęku w głosie. Powtarzano, że dawniej mieszkali tam ludzie niezwykli, a ślady ich obecności kryją się wśród trzcin i wąskich ścieżek. Podobno wciąż można tam spotkać szeptuchę, która zna mowę ziół i ptaków.
Przyjaciele nie wierzyli w gusła. Lubili wyzwania, ryzyko i dreszczyk związany z odkrywaniem nieznanego. Gdy przedzierali się przez pachnące wilgocią sitowia, wsłuchiwali się w rechot żab i szum trzcin, które gęstniały wokół nich coraz bardziej.
– To tu – szepnęła Lena, pierwsza dostrzegając zarys rozpadającej się chaty z pokrzywionym gankiem. Stare okiennice były przymknięte, lecz zza jednej z nich sączyło się żółtawe światło.
– Chyba ktoś tam jest… – Bartek ściszył głos i stanął jak wryty.
Wokół domu stały rzeźby wyciosane z pni – postacie ludzi, zwierząt i dziwacznych stworów. Jedna z figur przedstawiała kobietę o długich, rozwianych włosach i oczach wykutych z czarnego bursztynu.
Nagle drzwi chaty skrzypnęły. Ze środka wysunęła się chuda postać odziana w zielony, haftowany kaftan i długi spód łachmanów.
– Nie bójcie się, dzieci – odezwała się niskim tonem szeptucha. – Przybyliście po wiedzę czy po ratunek?
Lena, choć śmiała, poczuła jak serce bije jej szybciej. Artur odruchowo sięgnął po aparat, by uchwycić ten moment, a Bartek zrobił krok do przodu, nie spuszczając oczu z kobiety.
– Chcemy poznać dawną Nadjeziorną Łąkę – odpowiedział pewnie.
Szeptucha skinęła głową i ruchem dłoni zaprosiła ich do środka. Wewnątrz chaty powietrze było gęste od zapachów suszonych ziół, żywicy i wilgotnej ziemi. Na stole leżały stare księgi, a wokół pełno było woreczków z tajemniczą zawartością.
– Każde miejsce ma swoje sekrety – szeptucha westchnęła i wskazała im starą mapę rozłożoną na stole. – Ale zanim coś opowiem, musicie wiedzieć, że nie wszystko jest tym, czym się wydaje. W tej wsi czas płynie inaczej.
Nagły tupot i szmer zza jednej ze ścian przerwał ciszę. Coś – a może ktoś – poruszał się za cienką zasłoną. Lena, Artur i Bartek spojrzeli po sobie, jednocześnie czując narastający niepokój i ekscytację. Szeptucha tylko się uśmiechnęła tajemniczo, patrząc na nich spod przymrużonych powiek.
W tej chwili, zza zasłony, rozległ się cichy, melodyjny śpiew, jakby dochodzący z bardzo daleka, choć był tuż obok. Przyjaciele wstrzymali oddech, niepewni, co za chwilę się wydarzy...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?