Szeptucha z Boru Łyskiego
Bór Łyski ciągnął się kilometrami, ciemny i dziki, porośnięty świerkami tak gęsto, że nawet światło księżyca miało trudności, by przecisnąć się przez iglaste konary. Adrian, student etnologii, przekroczył jego granicę z plecakiem, zeszytem i dyktafonem. Przez wiele miesięcy przygotowywał się do tej wyprawy – legenda o pradawnych istotach, które miały tu przetrwać, nie dawała mu spokoju.
Miejscowi, z którymi rozmawiał w okolicznych wsiach, odwracali wzrok na dźwięk słowa „Bór”. Przodkowie szeptali ponoć o Leszym, rusałkach, o szeptuchach, które leczą wodą ze źródeł i zaklinają choroby. Adrian był zachwycony – tu, w XXI wieku, coś takiego mogłoby się jeszcze tlić?
Wędrował wąską, zarośniętą ścieżką, unosząc latarkę. Nagle drgnął – z krzaków wychynęła drobna, zwinna postać staruszki o lnianych włosach splecionych w warkocz. Ubrana w długi szarawy kaftan, patrzyła na niego bystro spod krzaczastych brwi. W jednej ręce trzymała wiklinowy koszyk, w drugiej poszarzałą chustę.
– Nie jesteś stąd – zauważyła głosem cichym jak szeleszczenie liści. – Po co tu przyszedłeś, chłopcze?
Adrian przez chwilę milczał, potem wyjaśnił pośpiesznie, że pisze pracę o dawnych wierzeniach. Staruszka zbliżyła się, wyciągając chustę. Z jej oczu bił spokój, ale i coś niepokojącego, czego nie umiał nazwać.
– Co powiesz na to, by zobaczyć, czego nie widzą inni? – zapytała i spojrzała na niego przenikliwie. – Ale pamiętaj, Bór nie lubi obcych.
Zza drzew powiał nagły, lodowaty wiatr, a w gąszczu zaszeleściło coś, czego Adrian nie potrafił zidentyfikować. Gwiazdy zniknęły za chmurami. Staruszka skinęła, by poszedł za nią. Chłopak wahał się przez moment, czując, jak dreszcz przebiega mu po plecach.
Czy odważy się postawić kolejny krok i wejść głębiej w sedno pradawnych opowieści Boru Łyskiego? Właśnie wtedy, gdy miał podjąć decyzję, zza najbliższego drzewa dobiegło ciche, złowieszcze mruczenie...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?