Did You Know?

Szeptnik z Zielonej Ulicy


Szeptnik z Zielonej Ulicy
Deszcz spływał po szyldzie antykwariatu jak struny rozstrojonej harfy. Na miedzianych literach „Półka Po Północy” błyszczały krople, a Zielona Ulica pachniała mokrym kurzem i lipą. Lena oparła czoło o chłodną szybę i patrzyła, jak przejeżdżające autobusy rozciągają w kałużach wstążki świateł. — Tylko odbiorę zupę od pani Miłki i wracam — powiedział tata, wciągając kaptur. — Nic nie dotykaj. Szczególnie tego, co właśnie przywieźli. To „co” stało pośrodku sklepu: drewniana skrzynia wysokości kolan, obita mosiężnymi narożnikami, z resztkami startego napisu na wieku. Lena przemknęła obok niej, udając przed samą sobą, że wcale nie zerka. Skrzynia wyglądała zwyczajnie. A jednak w powietrzu coś drżało, jakby sklep wstrzymał oddech. Półki uginały się od talerzy z ręcznie malowanymi brzegami, od lamp o zardzewiałych łańcuchach i od książek, które lubiły zmieniać miejsca, gdy nikt nie patrzył. Tu prawie wszystko miało głos. Niekoniecznie głośny — raczej szeptany, czasem chrapliwy od kurzu. — Gdyby mnie ktoś docenił, już dawno stałabym w galerii — westchnęła martwa natura w złotej ramie. Jej namalowane winogrona zdawały się połyskiwać bardziej, kiedy Lena przechodziła obok. — To ja cię codziennie wycieram, nie galeria — mruknęła maszyna do pisania, na której ciemne litery miały imię „ERNA” wybite na zardzewiałej tabliczce. — A ty, dziecko, nie zbliżaj się do tego pudła. Pudełka bywają zawodne. — Nie przesadzaj, Erna — zastrzęsił się wieszak z parasolami. — Cokolwiek w środku, zmokło. Trzeba to podsuszyć. Elegancja musi mieć szansę. Na ladzie przeciągnął się budzik. Był okrągły, pękaty i wiecznie naburmuszony, a na jego cyferblacie ktoś kiedyś dorysował brwi. — Nazywam się Ludwik, nie „budzik”! I słyszę stukanie. Niewyraźne, ale uporczywe. Tik... tik... ale nie moje. Lena przechyliła głowę. Rzeczywiście. W ścianach trzaskały rury, na dworze stukotał deszcz, a mimo to spod wieka sączyło się inne, ciche tykanie, nienależące do żadnego zegara w sklepie. Jakby w środku leżało coś, co liczy zupełnie odmienne sekundy. — Nie podchodź — wysyczała lampa bankierska o zielonym kloszu, którą Lena nazywała w myślach Panną Lampą. — To drewno pamięta miejsca, w których było nocą. Mnie wystarcza blat i księgi, dziękuję bardzo. — Głos z radia jest bardziej interesujący — zamruczał aparat lampowy stojący na półce, zwany w sklepie Szeptnikiem. Radio sprzyjało półcieniom i ciszy. Gdy robiło się późno, potrafiło złapać kanały, których nie było w żadnym spisie. Teraz jego skala żarzyła się delikatnie. — Halo, halo, Zielona Ulica, odbiór. Mówisz, skrzynio? — Nie rozmawiaj ze skrzynią — parsknęła Erna i stuknęła sama sobą, jakby wystukiwała ostrzegawczy refren. Na białej kartce, która leżała w niej od wczoraj, pojawiły się pojedyncze litery: N... I... E... Lena obgryzła wargę. Tata zawsze powtarzał, że w antykwariacie najgroźniejsza jest ciekawość i pył. Pył — bo wchodzi w płuca. Ciekawość — bo wchodzi wszędzie indziej. Na wierzchu skrzyni brązową, wypłowiałą farbą ktoś kiedyś napisał zdanie, z którego zostały tylko strzępy: „... nie... św... tle”. Reszta wykruszyła się razem z wiórami. Lena położyła na wieku dłoń i poczuła, że drewno jest zaskakująco chłodne, jak kamień schowany w cieniu. — Nie świeć wprost — zachrobotał Szeptnik, jakby powtarzał czyjeś słowa z bardzo daleka. — Uchylić... w półmroku... tak mówi... — Kto mówi? — spytała Lena. Ale w sklepie głosy ucichły, jakby ktoś przyciszył pokrętło na świecie. Tylko deszcz bębnił w szyldy i to tykanie spod wieka, które nagle nabrało rytmu, co dreszczem przebiegł po tyłach szyi. Lena wsunęła rękę do szuflady pod ladą i wyjęła niewielki, zardzewiały łom. Znajomy ciężar dodał jej odwagi. Odsunęła stojący obok kosz z książkami, przerzuciła z ramion sweter, żeby nie zawadzić, i poprawiła włosy, które nieustannie spadały jej na oczy. Podeszła do okna i jedną dłonią opuściła roletę tak, by w sklepie zapanował miękki półmrok. Panna Lampa pokasłała protestująco, ale przygasła. — Dobrze — powiedziała Lena szeptem do ciszy. — Jeśli mam nie świecić, to nie będę. Wsunęła łom pod krawędź wieka. Drewno jęknęło tak cicho, że usłyszała to chyba tylko ona i Ludwik. Na maszynie do pisania drgnęły litery i same ułożyły się w słowo: „uważaj”. Z półki zabrzęczały łyżeczki jak stado zdenerwowanych owadów. Ktoś — może malutka pozytywka w formie baletnicy — zanucił fałszywą nutę, która zawisła w powietrzu jak obrączka myśli. — Uważaj! — powtórzyły nagle równocześnie trzy zupełnie różne głosy: Ludwika, Erny i Szeptnika. A potem, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, z wnętrza skrzyni dobiegło pojedyncze, wyraźne puknięcie. Takie, jakie wydaje paznokieć stukający o szkło. Lena zamarła z łomem w dłoniach. Wiek pofalował pod naciskiem o milimetr, może dwa, i wtedy spod drewna buchnął lekki podmuch chłodu, pachnący rdzą, mokrą wełną i czymś, co przypomniało jej szkolną pracownię fizyki. W półmroku rozlała się blada poświata — nie światło elektryczne, nie płomień, tylko delikatne mleczne pulsowanie, jak migotanie oddechu. Telefon w kieszeni zawibrował. „Nie otwieraj” — napisał nieznany numer, a zaraz pod nim, szybciej niż zdążyła nabrać powietrza, przyszła kolejna wiadomość: „Albo przynajmniej wyłącz radio.” Szeptnik nagle sam podkręcił głośność. Z głośnika posypały się trzaski i odległe głosy, na granicy jęków wiatru. — Odbiór... Lena... słyszysz... jeszcze jeden zawias... tylko jeden... Dłoń Leny zacisnęła się na zimnym metalu. Łom zawrzał w powietrzu na moment, który wydawał się dłużyć jak cały listopad. Wtedy, dokładnie wtedy, tuż przy jej uchu, z wnętrza skrzyni ktoś wyszeptał jej imię tak, jakby znał je od zawsze.


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 29
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.