Puszysty Gang z Kawiarni Pod Kapeluszem
Nie każda kawiarnia jest zwyczajna. Pod Kapeluszem, malutkim lokalem na rogu ulicy Łosia i Sprężynowej, pachniało trochę kawą, trochę watą cukrową, a najbardziej... zagadką. Na ścianach wisiały filcowe kapelusze w rozmiarach od 'grzybka' po 'himalajski namiot', pod nogami skrzypiała podłoga, a zza lady zerkała Zuzanna – baristka z uśmiechem szerszym niż jej fartuch. Często powtarzała, że każdy dzień tu jest jak stand-up, a to dzięki swoim klientom i współpracownikom.
Zuzannie asystował Hieronim – kot domowy (choć twierdził, że jest lwem na urlopie), który miał skłonność do robienia kaw z kocimi chrupkami. Był jeszcze Roman – emerytowany magik, który za nic nie potrafił nalać mleka bez wyczarowania piany na trzy piętra, i Klara – studentka, której zadaniem było wyławianie oliwek z napojów, do których nigdy nie powinny trafić.
Zwykłe poranki wyglądały tu nieco inaczej. Zamiast "dzień dobry" słychać było huk spadającej tacki, w drzwiach witał cię Hieronim podrzucający myszą-z-zabawki, a zamówiona latte czekała na ciebie z pianą w kształcie kaktusa. Kanapki? Cóż, Kanapki czasem znikały.
Pewnego czwartku do kawiarni zawitał człowiek o nazwisku Witold Sierpniowy, w kraciastym płaszczu i z miną, jakby zaraz miał ogłosić wojnę ptysiom. Usiadł pod kapeluszem największym z największych – takim, pod którym spokojnie zmieściłby się dmuchany zamek. Zamówił "coś spektakularnego" i wlepiał wzrok w ścianę, jakby szukał w niej ukrytej windy.
W międzyczasie Roman próbował nauczyć kota Hieronima sztuki żonglowania babeczkami (z marnym skutkiem), a Klara podawała kawę z trzema łyżeczkami, bo nie mogła się zdecydować, która jest najbardziej metalowa.
Nagle, gdy Zuzanna sięgnęła po kolejną porcję cynamonowych bułeczek, rozległ się dziwny dźwięk. Jakby ktoś rozwinął dziesięć metrów folii bąbelkowej naraz. Wszyscy zamilkli. Spojrzenia skierowały się na Witolda, który właśnie pod stołem rozkładał ogromny, kolorowy parasol. Na jego czubku tkwiła... bardzo podejrzanie wyglądająca kanapka.
Każdy wstrzymał oddech. Nawet kot. Czy to możliwe, że cała sprawa ze znikającymi kanapkami była poważniejsza, niż ktokolwiek sądził?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?