Przez lustro do miasta z cienia
Strych kamienicy przy ulicy Wileńskiej zawsze wydawał się Jakubowi inny niż reszta domu – cichy, pachnący kurzem i czymś trudnym do zdefiniowania, może resztkami dawnych historii. Pewnego wieczoru, próbując schować się przed głośnymi sąsiadami, zauważył w rogu pomieszczenia stare, pokryte pajęczyną lustro. Nie wyglądało na nic szczególnego, ale zastanowiło go, że nigdy wcześniej go tam nie widział.
Przeciągnął dłonią po matowej powierzchni. Lustro wydawało się chłodne i lepkie, jakby pulsowało pod palcami. Kiedy wpatrywał się w swoje odbicie, linie jego twarzy powoli rozmazywały się, a za jego plecami pojawiły się cienie niemożliwych kształtów. Zaciekawiony i nieco przestraszony, zdecydował się spróbować – przyłożył dłoń mocniej i... nagle otoczył go chłód. Mrugnął.
Zamiast znajomego strychu, stał na środku szerokiej alei, oświetlonej bladoniebieskim światłem latarni. Nad głową wisiały dziwne, ułożone w spiralę mosty, a po krętych schodach biegli ludzie, którzy wyglądali jak cienie. Mieli oczy, które błyszczały jak szkło i ubrania ze srebrzystego materiału. Miasto było niesamowicie ciche, jakby wszystko działo się pod wodą. Jakub rozejrzał się, serce waliło mu jak oszalałe.
Nagle zza rogu wyszła dziewczyna w ciemnej pelerynie. Skinęła na niego głową z wyraźnym niepokojem:
– Jeśli tu jesteś, masz tylko jedną szansę na powrót. Chodź za mną, jeśli chcesz przeżyć.
Jakub zawahał się, czując, że coś obserwuje go z jednej z ciemnych bram. Zrobił krok w stronę dziewczyny, ale wtedy ziemia pod nim lekko zadrżała – a echo obcego, niskiego głosu wybrzmiało gdzieś za jego plecami. Czy miał jej zaufać? A może to tylko gra cieni?...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?