Przejście przez Szklany Zodiak
Szklane tafle bibliotecznych okien skrzyły się w blasku czerwcowego popołudnia. Lena, siedemnastoletnia miłośniczka archiwalnych zagadek, od kilku godzin wędrowała po zakurzonych korytarzach starych zabudowań przy ulicy Matemblewskiej. Biblioteka miała zostać wkrótce zamknięta na dobre, ale dla Leny — i jej najlepszego przyjaciela, Filipa — była niczym labirynt pełen niespodzianek. Nikt poza nimi nie wiedział o zapomnianym skrzydle z betonowymi schodami prowadzącymi do piwnicy. Tam, wśród zimnych ścian, drzemała stara serwerownia, do której drzwi otworzył im nadpalony klucz znaleziony w niszy za regałem z dramatami.
Kiedy zeszli w dół, przywitał ich chłód i pulsujące, niebieskawe światło z wnętrza pomieszczenia. Na jednym z regałów stała ogromna kula ze szkła, opleciona metalowymi obręczami, przypominającymi zodiakalne konstelacje. Lena, zafascynowana niezwykłym znaleziskiem, ostrożnie dotknęła jednej z obręczy. Przez sekundę miała wrażenie, że powietrze faluje jak rozgrzane lato, a potem wszystko wokół rozbłysło intensywnym światłem.
Ocknęli się w zupełnie innym miejscu. Zamiast betonowej piwnicy stali na wybrukowanym placu, nad którym wznosiły się potężne, spiralne wieże z kolorowego szkła. Wysokie niebo przecinały stada świetlistych ptaków. Filip spojrzał na Lenę szeroko otwartymi oczami:
— Gdzie my jesteśmy? — zapytał, marszcząc brwi i rozglądając się dookoła.
Lena próbowała zapanować nad drżącym głosem:
— To chyba… inny świat. Zobacz te budynki, cała architektura jest… nierealna.
Przez plac przeszła grupka postaci w dziwnych maskach przypominających znaki zodiaku. Przystanęli obok młodych przybyszów, wymieniając szeptane słowa w języku, którego nie znali. Najwyższy z nich, postać w masce lwa, wyciągnął rękę i dotknął ramienia Leny. Chłopak w stroju z błękitnymi spiralami wskazał im świetlistą bramę w głębi placu. Nad nią wisiał symbol przypominający zegar, którego wskazówki obracały się w odwrotną stronę.
Lena poczuła dziwne przyspieszenie bicie serca i pewność, że każdy ich krok obserwowany jest przez dziesiątki par oczu ukrytych pomiędzy szklanymi wieżami. Filip chwycił ją za rękę:
— Chyba nie mamy wyboru. Musimy tam wejść.
Podeszli w stronę bramy. Zegar zatrzymał się nagle, a cały plac zawirował wokół nich, jakby świat zmieniał kształt pod wpływem ich obecności. Nad ich głowami rozbłysła konstelacja, tworząc świetlisty szlak prowadzący w nieznane. Za chwilę mieli przekroczyć próg bramy, nie wiedząc, czy jest to początek, czy koniec ich niezwykłej podróży…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?