Przejście pod Wieżą Meteorów
W samym sercu Szklanej Bramy, niewielkiego miasta rozciągniętego na pograniczu lasów i jezior, stała stara wieża obserwacyjna, znana jako Wieża Meteorów. Zbudowano ją jeszcze w czasach, gdy codziennie wypatrywano z niej zagrożeń, a teraz wyglądała jak relikt z zupełnie innej epoki. Mieszkańcy omijali ją szerokim łukiem, co sprawiało, że była idealnym miejscem na spotkania ludzi, którzy lubili czuć się niewidzialni.
Klara, Bartek i Lena, trójka przyjaciół z ostatniej klasy liceum, odkryli to miejsce przypadkiem. Był piątek wieczorem, a oni mieli dość szarej codzienności i szukali czegoś, co oderwie ich od myśli o zbliżającej się maturze. Przynieśli więc napoje w termosach, kilka koców i małe radio, by posłuchać muzyki, siedząc na szczycie wieży. Wtedy właśnie Lena zauważyła coś dziwnego u podnóża kamiennych schodów – niewielką klapę, przysypaną starymi liśćmi i fragmentami cegieł.
– Tu chyba nigdy nie było wejścia do piwnicy – mruknął Bartek, przyglądając się z ciekawością.
– Albo było, ale miasto o nim zapomniało – odpowiedziała Klara, już nachylając się, by usunąć liście.
Klapa ustąpiła z cichym zgrzytem. Wewnątrz panowała zupełna ciemność, ale Lena wyjęła latarkę ze swojego plecaka. Zeszli pojedynczo po wąskich, wilgotnych schodach. Powietrze było chłodne, a od ścian odbijały się ich własne kroki. W piwnicy, na ścianie dokładnie naprzeciwko schodów, zauważyli coś, czego nikt się nie spodziewał – ogromny mural przedstawiający spiralę złożoną z jasnych punktów, zupełnie jakby ktoś namalował drogę mleczną.
– Serio, to wygląda jak… portal do innego świata – szepnęła Lena, nie spuszczając wzroku z obrazu. Wtedy stało się coś jeszcze dziwniejszego. Jeden z punktów rozbłysnął niebieskawym światłem. Z muralu zaczęła wydobywać się lekka mgła.
Bartek odruchowo cofnął się o krok, ale Klara już wyciągała dłoń ku rozświetlonemu punktowi. W chwili, gdy jej palce dotknęły ściany, świat wokół nich zawirował. Usłyszeli trzaski, poczuli zapach ozonu i wilgoci. Podłoże zatrzęsło się lekko pod stopami. Potem nastała całkowita cisza.
Gdy otworzyli oczy, otaczały ich drzewa o srebrzystych liściach, niebo połyskiwało od odległych konstelacji, a powietrze było przesycone nieznaną, drażniącą nutą. Za plecami zobaczyli świetlistą bramę, która powoli zaczęła niknąć.
– Czy to… jeszcze nasze miasto? – zapytała szeptem Lena.
Nagle w koronach drzew zamigotało światło, a z oddali dobiegł nieznany, dziwnie melodyjny głos. Trójka przyjaciół spojrzała po sobie, rozumiejąc, że nie ma odwrotu – przynajmniej na razie. I wtedy, wśród srebrnych zarośli, coś się poruszyło…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?