Przebudzenie rzeczywistości
Wszystko zaczęło się w poniedziałek rano, tuż przed lekcją informatyki. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach starego kurzu i rozgrzanych monitorów. Liceum im. Marii Skłodowskiej-Curie nie należało do nowoczesnych: komputerowa sala nr 23 pamiętała jeszcze czasy, kiedy Windows XP był szczytem postępu. Eryk, licealista z nieco zbyt bujną wyobraźnią i wiecznie splątanymi słuchawkami w kieszeni, siedział na swoim zwyczajowym miejscu pod oknem. Obok niego, jak zawsze, rozgościli się Julia – mistrzyni sarkazmu i kodowania oraz Mati – znany z głośnych śmiechów i jeszcze głośniejszych teorii spiskowych.
Tego dnia wszystko wydawało się pozornie zwyczajne, dopóki Eryk nie pochylił się, by podnieść upuszczoną kartkę i nie usłyszał cichego: "Ej, ostrożnie z tą stopą!". Rozejrzał się dookoła, przekonany, że to żart Julii. Ale ona była zbyt zajęta wpisywaniem czegoś do Excela.
Wciągając powietrze, usłyszał znowu: "Nie depcz kabla, no!" Tym razem głos dochodził ewidentnie spod jego blatu. Nachylił się i zobaczył... nic. Tylko poplątane kable. Próbując się uspokoić, wstał i skierował się do szafy z komputerowymi częściami. Na jej drzwiach wisiała zakurzona tabliczka: "Nie otwierać bez zgody nauczyciela". Gdy przechodził obok, zawiasy skrzypnęły, a Eryk, choć wiedział, że to niemożliwe, miał wrażenie, że zawias szepnął: "Znowu ktoś chce się włamać do naszego królestwa..."
Nie wytrzymał. Usiadł z powrotem obok Julii i od niechcenia zagadnął:
– Słyszałaś coś dziwnego? Jakby ktoś mówił?
Julia spojrzała na niego uważnie, przekrzywiając głowę:
– Dzisiaj chyba zbyt mocno poczułeś poniedziałkową atmosferę, Eryk.
Mati tylko się roześmiał i stuknął palcem w klawiaturę:
– Chyba, że twój komputer się z tobą komunikuje. Chociaż nie zdziwiłbym się – ten sprzęt jest starszy od mojego starego roweru.
Wtedy odezwała się klawiatura Matiego:
– A ty, młody człowieku, miej trochę szacunku do starszych!
Cała trójka zamarła. Julia upuściła długopis, Eryk otworzył szeroko oczy, a Mati przez chwilę nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. Po chwili z głośników rozległ się gardłowy głos:
– Wiemy, że nas słyszycie. Czekaliśmy na właściwy moment. Teraz musicie nam pomóc.
W klasie zapadła cisza. Tylko światło z monitora pulsowało jak bicie serca, a uczniowie powoli zdawali sobie sprawę, że ich szkolna codzienność nigdy nie będzie już taka sama.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?