Nocny pociąg do Arkadii
Za oknami wagonu pociągu noc niepostrzeżenie pochłaniała ostatnie resztki fioletowego zmierzchu. Siedzieli naprzeciw siebie: Lena z kubkiem kawy, Mikołaj z rozczochraną głową opartą o szybę, Iga oświetlająca książkę telefonem i Bartek, który wciąż powtarzał, że to najgłupszy pomysł w ich życiu.
Plan był prosty: pierwszy wolny weekend, byle gdzie, byle razem. Całonocny pociąg do Arkadii – miasta, o którym krążyły plotki jeszcze na uczelni. Mówiło się, że nigdy nie pojawia się na mapach, bilety pojawiają się znikąd, a pasażerowie... nie zawsze wracają tacy sami.
Początkowo pociąg był pusty i cichy, tylko ich śmiech odbijał się echem po przedziałach. Lecz po północy zgasło światło, a drzwi do ich wagonu zaskrzypiały, ustępując miejsca starej kobiecie z psem, która spojrzała na nich i szepnęła: – Wiecie, którędy droga do Arkadii prowadzi? – po czym przeszła dalej, a pies zostawił na podłodze ślady łap pokryte srebrnym pyłem.
Telefon Igi nagle przestał działać. Za oknem pojawiły się dziwne migające światła i jakby mignęły zarysy ruin, których nie było na żadnej mapie. Bartek próbował uspokoić wszystkich żartem, ale nikt się nie śmiał. Nagle pociąg zatrzymał się gwałtownie, a komunikat rozległ się przez głośnik: – Pasażerowie do Arkadii, prosimy przygotować swoje bilety. Drzwi otworzą się tylko raz.
Lena spojrzała na resztę. Mikołaj nerwowo ścisnął jej dłoń. Przed nimi w ciemności rozciągała się nieznana stacja, a zza drzwi dobiegał cichy, nieludzki szept...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?