Nocne Ślady w Rezerwacie Białe Wzgórza
Rezerwat Białe Wzgórza leżał na skraju niewielkiego miasta. Otoczony był starym lasem, w którym nocą gęstniała cisza, a dzień wypełniał się śpiewem ptaków i szczekaniem lisów. Dla Kuby, Mai i Filipa od dzieciństwa był miejscem wypraw, wspinaczek i pierwszych poważnych rozmów na ławkach pośród brzóz. Teraz, gdy mieli już po siedemnaście lat, wracali tu, szukając oddechu od codziennego szumu.
Jednak od pewnego czasu rezerwat zmienił swoje oblicze. Lokalni miłośnicy przyrody zauważyli, że coraz więcej zwierząt znika bez śladu. Pracownicy rezerwatu rozkładali ręce: kamery niczego nie rejestrowały, a ślady kończyły się gwałtownie, jakby zwierzęta rozpływały się w powietrzu. Plotki przybierały na sile – niektórzy mówili o kłusownikach, inni o wilkach, ale tych drugich nie widziano tu od dekad.
Kuba nieustannie czytał raporty i wiadomości, szukając wzorców. Maja trzymała rękę na pulsie w mediach społecznościowych – plotki i teorie wrzały. Filip, zafascynowany technologią, zbudował własną fotopułapkę z noktowizorem. W końcu, wracając pewnego wieczoru z miasta, wpadli na pomysł: spędzą noc w rezerwacie. Chcieli przekonać się na własne oczy, co dzieje się wśród drzew, gdy nikt nie patrzy.
Planowali wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Zabrali śpiwory, latarki, przekąski i ciepłe bluzy. Filip spakował kamerę, Maja dziennik do notowania obserwacji, Kuba zaproponował trasę na podstawie mapy. Byli podekscytowani i trochę zdenerwowani, bo noc w rezerwacie miała zupełnie inny wymiar niż za dnia.
Na długo przed północą rozłożyli się w miejscu, gdzie ostatni raz widziano lisa. Noc była cicha; z oddali dochodził jedynie szelest liści i cichy stukot kropel na liściach. Kilka razy wyciągali kamerę, nagrywając ruchy myszy i przemykającego jeża. Nic niezwykłego nie działo się do pierwszej w nocy.
Wtedy, nagle, Filip zauważył, że kamera rejestruje coś dziwnego. Przez kilka sekund liczne małe światełka migotały w głębi lasu, tworząc nieregularną, ruchomą linię. Maja spojrzała w noktowizor i wstrzymała oddech – wśród drzew poruszało się kilka dużych sylwetek, których kształt był trudny do rozpoznania. Kuba już sięgając po telefon, usłyszał cichy trzask gałązek tuż obok siebie.
Ktoś, lub coś, poruszało się w ich stronę. Przez chwilę wszyscy wstrzymali oddech, starając się nie poruszyć ani o milimetr. Światełka w oddali zniknęły, ale dźwięk był coraz wyraźniejszy. Nagle, z mroku wyłoniła się para świecących oczu, które zatrzymały się tuż przed nimi, błyskając w świetle latarki. Wpatrywali się w nie, nie będąc pewni, czy to patrzy na nich zwierzę, czy coś, czego jeszcze żadne z nich nigdy nie widziało...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?