Latarnia na ulicy Malinowej
Na Malinowej, niedaleko starego parku, stała latarnia, której światło wydawało się inne niż wszystkie – przygaszone, jakby nadąsane, a czasami wręcz pulsujące srebrzystym blaskiem. Matylda widziała ją codziennie, patrząc przez okno swojego pokoju na piętrze. Była przyzwyczajona do dźwięków miasta: wieczornego gwaru, szumu motocykli i śmiechu przechodniów, ale tej nocy coś zakłuło ją niepokojem.
Kiedy zegar wybił pierwszą w nocy, na ulicy zrobiło się cicho. Usłyszała skrzypnięcie furtki. Zatrzymała palec na ekranie telefonu i wbiła wzrok w ciemność za oknem. Przed latarnią stał chłopak w rozciągniętej kurtce – Kacper z trzeciego piętra. Kacper był znany z dziwnych pomysłów i nigdy nie wracał do domu przed północą. Teraz jednak stał nieruchomo, spoglądając w górę.
Matylda postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Po cichu zeszła po schodach, założyła trampki i wymknęła się przez drzwi, starając się nie obudzić rodziców. Na dworze powietrze pachniało deszczem i bzem, a latarnia lśniła jakby mocniej niż zwykle.
– Kacper! – szepnęła, zatrzymując się kilka kroków od niego.
Chłopak nawet nie drgnął. Wpatrywał się w szklany klosz lampy, jakby szukał w nim odpowiedzi na jakieś bardzo ważne pytanie. Matylda podeszła bliżej i wtedy zauważyła, że w świetle latarni coś się porusza. To nie były robaczki świętojańskie. Złote kuleczki wirujące niczym miniaturowe planety, zdawały się raz po raz zbliżać do siebie i oddalać, tworząc świetliste konstelacje. Gdy spojrzała w górę, poczuła ciepło na policzku i lekki zawrót głowy.
– Widzisz to samo co ja? – spytała cicho.
– Ludzie mówią, że stare lampy na Malinowej czasami płatają figle, ale to nie wygląda… zwyczajnie, prawda? – odpowiedział równie szeptem. – Zauważyłem, że te kuleczki pojawiają się tylko wtedy, gdy po ulicy nie chodzi nikt prócz nas.
Usiedli na krawężniku i przez chwilę milczeli. Matylda pomyślała, że to trochę jakby znaleźć własną, osobistą galaktykę na środku chodnika. Każda kula światła od czasu do czasu zmieniała kolor: z błękitu na szmaragd, a potem na pomarańcz. Im dłużej patrzyli, tym wyraźniej widzieli między nimi coś w rodzaju delikatnych nici, jakby ktoś tkał w powietrzu pajęczynę.
Nagle światło latarni zamigotało mocniej. Nici zaczęły wirować szybciej, splatając się w coraz to nowe kształty. W pewnym momencie wszystko ucichło – nie było już nawet szelestu liści. Na Malinową zaczęła zbliżać się ciemna sylwetka. Kacper i Matylda przestali oddychać, przyglądając się, jak postać zatrzymuje się na skraju światła.
Latarnia zamrugała. Z kuli światła oderwał się promień i powoli, niczym nitka podążająca za igłą, sunął w stronę nieznajomego. Matylda poczuła skurcz w żołądku. Wiedziała, że coś niezwykłego się wydarzy – ale nie miała pojęcia, czy odważą się podejść bliżej, czy powinni uciekać.
W tej właśnie chwili latarnia rozbłysła oślepiającym blaskiem, a wszystkie kolory świata zawirowały wokół nich, jakby ktoś przenosił ich do zupełnie innego miejsca…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?