Księżycowe Lustro
Na tyłach starej kamienicy, tam gdzie brukowane uliczki spotykały się z dziką zielenią zapomnianego parku, Lena i Michał znaleźli dziwne drzwi, których nigdy tam wcześniej nie widzieli. Była już noc, mgła otulała drzewa srebrnym welonem, a z oddali dolatywał cichy śmiech nietoperzy.
Nie wiedzieli, dlaczego postanowili wyjść tej nocy – i dlaczego, idąc za szeptem, znaleźli się właśnie tutaj. Michał przyklęknął i delikatnie popchnął drzwi. Zaskrzypiały przeciągle, a zza nich powiała lodowata woń księżycowej rosy.
W środku czekała sala pełna luster – każde inne, każde ozdobione dziwacznymi motywami: smocze skrzydła, wilcze łby, błyszczące klejnoty. Jednak największe z nich, na samym środku, było tak czyste, że wydawało się, jakby nie miało tafli, lecz iskrzącą się wodę, na której odbijał się księżyc.
— Lena, popatrz — szepnął Michał. — Ono się porusza.
Rzeczywiście, w środku lustra migotały cienie. Najpierw smugi światła, potem wyraźniejsze kształty: pałace na chmurach, ptaki błyskawicznie przelatujące przez niebo, a w końcu… coś, co przypominało zamglone sylwetki ludzi, którzy wyciągali ręce w ich stronę.
Nagle sala wypełniła się miękkim blaskiem. Lustro zaczęło drgać, światło z niego rozchodziło się po ścianach, odkrywając na tapetach tajemnicze runy. Drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem.
W powietrzu zawisła tajemnica: czy dotknąć powierzchni lustra i odkryć, co czeka po drugiej stronie, czy spróbować znaleźć wyjście, zanim będzie za późno?
Ale odgłosy zza tafli narastały… I wtedy Lena poczuła na dłoni delikatny dotyk czyjejś chłodnej dłoni, chociaż wokół nie było nikogo.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?