Klasa Nocnych Tajemnic
Zanim rozpoczął się pierwszy semestr, uczelnia imienia Ignacego Bernarda była tylko jednym z szarych budynków w centrum miasta. Ale od kiedy tam trafiliśmy – ja, Michał, oraz moja paczka: Basia, Marek i Weronika – wiedzieliśmy, że to miejsce ma w sobie coś niezwykłego. Nikt jednak nie przypuszczał, jak bardzo się nie myliliśmy.
Nasza szkoła słynęła z długich, gotyckich korytarzy i potężnych, żelaznych drzwi prowadzących do zakazanego skrzydła, które – jak głosiła legenda – było zamknięte od ponad stu lat. Każdy student znał tę opowieść, choć nikt nie przyznawał się do wiary w duchy.
Pewnego wieczoru, kiedy wracaliśmy z biblioteki, Basia zauważyła coś dziwnego. Przez szparę pod żelaznymi drzwiami sączyło się światło, którego wcześniej tam nie było. Staliśmy przez chwilę nieruchomo, wsłuchując się w ciszę zakłócaną tylko przez nasze przyspieszone oddechy.
– Myślicie, że ktoś tam jest? – szepnął Marek, patrząc na nas z mieszaniną ekscytacji i strachu.
Nie odpowiedzieliśmy. Zamiast tego Basia ruszyła pierwsza. Drzwi, o dziwo, ustąpiły pod jej dotykiem, skrzypiąc przeciągle. Nasze serca waliły jak szalone, kiedy przekraczaliśmy próg. W środku panował półmrok, a na końcu korytarza migotało złotawe światło. Przez powietrze przelatywały drobinki kurzu, a pod butami czuć było miękką warstwę dawno niesprzątanego pyłu.
Zbliżyliśmy się do światła, które okazało się pochodzić z wysokiego lustra, stojącego samotnie pośród pustki. Jego ramy oplecione były wijącymi się motywami roślinnymi. Sama tafla wyglądała jednak dziwnie – odbijała nie nas, ale kogoś zupełnie innego.
Patrzyliśmy zahipnotyzowani, gdy nagle zza naszych pleców rozległo się ciche westchnienie i dźwięk wolno zamykających się drzwi. Odwróciliśmy się przerażeni, a w odbiciu lustra zobaczyliśmy...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?