Kawiarnia pod Niewidzialnym Zegarem
Noc była gęsta, nieprzenikniona, a pod starymi lipami przy ul. Kopernika cienie falowały jakby własnym życiem. Natalia, Lena i Roch przystanęli pod neonem kawiarni „Pod Niewidzialnym Zegarem”, przyciskając dłonie do rozgrzanych kubków z herbatą kupioną na wynos. To był ich azyl – jedyne miejsce, gdzie świat na moment zwalniał tempo.
Kawiarnia nie miała szyldu, tylko zegar zamontowany nad wejściem. Zegar, który – jak głosiła miejska legenda – nigdy nie chodził na tę samą godzinę, co reszta świata. „To jakiś żart właściciela”, powtarzała sobie Natalia, ale za każdym razem, gdy tu przychodziła, czuła dziwną ekscytację.
Tego wieczoru padał drobny deszcz, a z wnętrza kawiarni dobiegało ciche brzdąkanie na pianinie. – Dzisiaj wygląda to miejsce inaczej, zauważyła Lena, zerkając przez zaparowaną szybę. Za ladą, zamiast zwykłej baristki, stał mężczyzna w ciemnozielonym fraku, z kieszonkowym zegarkiem w dłoni. Machnął do nich ręką, zapraszając do środka.
Usiedli przy oknie, a kelner bez słów postawił przed nimi trzy identyczne filiżanki z błękitną herbatą. Na spodku leżały karteczki z ich imionami, napisane kaligraficznym pismem. Roch podniósł swoją karteczkę, patrząc z dezorientacją na spływające po niej znaki – litery zaczęły się układać w krótką wiadomość: "Za chwilę czas zatoczy koło. Jesteście gotowi?"
Na zewnątrz zegar nad drzwiami nagle zaczął tykać głośno, wskazówki obracały się szybciej i szybciej. W kawiarni zgasły światła, a zza baru rozbłysła złota poświata, która oświetliła sylwetkę kelnera. W jego oczach pojawiło się coś, czego żadne z nich jeszcze nie widziało – odbicie ich własnych twarzy, ale... starszych, jakby z innego czasu.
Przez moment wszyscy zamarli. W tym właśnie ułamku sekundy usłyszeli odgłos otwieranych drzwi i poczuli lekki podmuch zimnego powietrza. Ktoś jeszcze miał wejść – albo już tu był, tylko dotąd go nie zauważali…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?