Kaktusowy Klub Absurdalnych Przygód
W samym środku zatłoczonego, zawsze lekko zamglonego miasta Grzybowo, trzy zupełnie różne osoby dzieliły wspólne mieszkanie na trzecim piętrze kamienicy o ścianach w kolorze zupy koperkowej. Czy ktoś ich tu zaprosił? Nie. Czy czuli się jak w domu? Również nie. Ale nie przeszkadzało im to ani trochę, bo nawet jeśli lodówka oddychała głośniej niż oni sami, a sąsiedzi byli przekonani, że w windzie mieszka pingwin – życie w Grzybowie nigdy nie bywało nudne.
Był piątek. Słonko grzało przez okno, które otwierali tylko w lecie, bo wtedy nie zamarzało na amen. Leonard – barczysty bibliotekarz, czuły na przeczytane przecinki, smarował właśnie chleb dżemem imbirowym. Matylda – nieco roztargniona chemiczka, miała na sobie kapcie w kształcie niedogotowanych pierogów i szukała pilota, przekonana, że wpadł do akwarium z karasiami. W końcu był jeszcze Filip – miłośnik wszystkiego, co absurdalne, a jego ostatni wynalazek, samonawijająca się skarpetka, zbierał kurz na półce.
Ich poranek zakłóciło pukanie do drzwi, które zabrzmiało jakby ktoś próbował przywołać ducha starej pralki. Na wycieraczce leżała paczka. Bez nazwiska, tylko z napisem: "Nie otwieraj, jeśli nie lubisz niespodzianek". Filip natychmiast zignorował ostrzeżenie, bo przecież niespodzianki to jego pasja. Jednak Matylda, z miną poważną jak tablica Mendelejewa, zaproponowała stosowne środki ostrożności: okulary ochronne, parasol i gumowe rękawice.
Już mieli otwierać przesyłkę, gdy Leonard zauważył coś dziwnego: paczka… poruszyła się. Najpierw lekko, potem coraz śmielej, aż w końcu zaczęła podskakiwać jak pingwin na lodzie. Karasie w akwarium zrobiły przewrót, Filip zamarł z podniesionym młotkiem (na wypadek, gdyby trzeba było walczyć z paczką), a Matylda mruknęła: "Znów coś pod fermentowało w naszej skrzynce pocztowej".
W tym momencie rozległ się cichy, ledwo słyszalny syk, a z paczki wystrzelił wąski, zielony pęd. Przypominał kaktus, tylko że na końcu miał malutki, żółty przewód USB. Wszyscy spojrzeli na siebie podejrzliwie.
"Czy ktoś z was zamawiał elektronicznego kaktusa?" – zapytał Leonard, trzymając dżemem w górze jak berłem.
Paczkowy kaktus zaczął migotać na różowo i, ku zdumieniu całej trójki, przemówił cienkim, cyfrowym głosem:
"Przygotujcie się na niecodzienną przygodę. Instrukcje otrzymacie wkrótce..."
W tej chwili drzwi wejściowe zatrzęsły się od nowego, znacznie silniejszego pukanie. Czyżby paczka miała jeszcze coś do powiedzenia?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?