Hania i Kwiat Paproci
Hania mieszkała przy skraju starego boru.
W chacie szeptał cicho wesoły domowik.
Pilnował garnków i małej, czerwonej chustki.
Pewnej nocy wiatr pachniał miodem i dymem.
Z daleka błysnął zielony znak nad lasem.
— To chyba kwiat paproci — szepnął domowik.
— Tylko raz w roku tak świeci.
Hania uścisnęła chustkę i wzięła latarkę.
Mama spała, a gwiazdy mrugały nad dachem.
— Pójdę na skraj, tylko na chwilkę — powiedziała.
W lesie ścieżka była miękka jak mech.
Paprocie szeptały, a sowa liczyła kroki.
Nagle drzewo zatrzasnęło gałęzie nad Hanią.
Między pniami stanął Leszy w koronie z gałązek.
Miał oczy jak jezioro i głos jak liść.
— Szukasz światła, dziecko? — zapytał bardzo cicho.
Za jego plecami coś błysnęło i zaszurało.
Hania uniosła latarkę i zobaczyła długą, złotą łuskę.
Coś wielkiego poruszyło się w paprociach.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?