Gwiezdni Poszukiwacze: Misja na Axilonie
Cisza panująca w Stacji Orbitalnej Ganimedes była zupełnie inna niż ta, którą znał Maks. Tu, wśród metalicznych korytarzy i błękitnych świateł, nawet oddech wydawał się głośny. Maks spojrzał przez przezroczystą ścianę na rozświetlone gwiazdy. Kosmos wydawał się ogromny i tajemniczy, ale dziś Maks bardziej niż kiedykolwiek czuł, że należy do tej przestrzeni.
Obok niego stanęła Lena, niska dziewczyna o rudych włosach i oczach zawsze pełnych determinacji. Trzymała w ręku swój tablet, na którym mrugały zielone znaczki.
– Skanery znów złapały ten sygnał – powiedziała, przerzucając szybko ekrany. – To już trzeci raz w ciągu dwóch dni. Tym razem nadchodzi z Axilona.
– Axilon? – odezwał się Szymon, starszy od Maksa o rok, ich techniczny geniusz. Odgarnął z czoła niesforne włosy. – Przecież ta planeta powinna być opuszczona od lat! Nie ma tam już nawet kolonii badawczej.
– A jednak coś emituje tam fale radiowe – Lena spojrzała na nich znacząco. – W dodatku w rytmie, który przypomina kod Morse’a.
Maks poczuł dreszcz. Kod? Czy ktoś tam żyje?
Gdy dowódca stacji wydał pozwolenie na lot, cała trójka ruszyła do hangaru. Ich statek, „Orion 5”, lśnił w blasku neonowych lamp. To miał być pierwszy samodzielny lot tej załogi. Wiedzieli, że polecą na Axilona, mimo że oficjalnie misja miała być jedynie ćwiczeniem.
Podczas startu poczuli znajome wibracje, a Ganimedes szybko zniknął za nimi, ustępując miejsca ciemności kosmosu. Każdy z nich myślał o tym samym – co tak naprawdę znajdą na Axilonie?
Po kilku godzinach lotu pojawiła się planeta. Jej powierzchnia była zaskakująco zielona, choć powinna być pusta i martwa. Szymon przybliżył obraz na monitorze.
– Widzicie to? – zapytał cicho. – Na równiku są jakieś światła. Wyglądają jak miasto, ale nie ma żadnego zapisu o bazie w tym miejscu.
Gdy „Orion 5” zbliżał się do lądowania, sygnał radiowy nagle ucichł. Przez chwilę było tylko głuche buczenie silników, aż Lena wychwyciła nowe zakłócenia.
– Sygnał się zmienił, ale nadal jest – mruknęła. – Tym razem brzmi jak… muzyka.
Statek wylądował miękko na piaszczystym płaskowyżu. Maks, Lena i Szymon założyli kombinezony i opuścili pokład. Czuć było napięcie. Przed nimi rozciągała się dziwna ścieżka, prowadząca wprost do świetlistego miasta, które nie powinno tu istnieć.
Szymon nacisnął przycisk na rękawie i wyszeptał:
– Jesteśmy gotowi. Idziemy?
W tej samej chwili gdzieś w ciemności rozległ się cichy śmiech, a wokół nich pojawiły się migoczące sylwetki, ledwo widoczne w blasku podświetlonych kasków.
Zanim zdołali ze sobą porozmawiać, miasto rozbłysło tysiącem świateł i cała trójka poczuła, jak ziemia pod ich stopami zaczyna wibrować...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?