Echo pod granatowym mostem
Miasto Gawrony nie różniło się niczym szczególnym od setek innych miast rozrzuconych po kraju. Było tu liceum pachnące kredą i kurzem, park zarastający dziką miętą, zakład fryzjerski prowadzony przez panią Danutę. Ale na obrzeżach, tuż za linią wypłowiałych bloków, wznosił się granatowy most, o którym każdy słyszał, ale nikt nie chciał rozmawiać. Wieczorami most wydawał się ciemniejszy niż reszta świata, a echo pod nim rozbrzmiewało cicho, jakby ktoś szeptał od lat niezmienione słowa.
Julian miał siedemnaście lat i właśnie ukończył drugi rok liceum. Był raczej typem samotnika, ale z Igą, szesnastolatką o niebieskich włosach, łączyła go dziwna więź — jakby byli podwójnym odbiciem w zmatowiałym lustrze. Oboje czuli, że ich emocje mają więcej odcieni niż szkolne podręczniki mogłyby pomieścić.
To była duszna, czerwcowa noc, z tych, które sprawiają, że powietrze faluje nad asfaltem. Iga czekała na Juliana na ławce przy starym placu zabaw. Kiedy się pojawił, wcisnęła mu w dłoń srebrzysty klucz — znalezisko z piwnicy jej pradziadka. W kluczu odbijały się światła oddalonego miasta.
— Chcesz zobaczyć coś, co cię przerazi? — zapytała bez uśmiechu.
— Tylko jeśli pójdziemy razem — odpowiedział, czując pulsowanie w skroniach.
Idąc przez opustoszałe ulice, rozmawiali o tym, czego boją się najbardziej. Iga wyznała, że panicznie boi się zapomnienia, Julian — że utraty kontroli nad własnymi emocjami. Tej nocy oboje testowali swoje lęki.
Most majaczył wśród mgieł unoszących się nad rzeką. Przy jego betonowej podporze odkryli metalowe drzwi — ktoś niedawno przykleił na nich kartkę: "Tu zaczyna się inny świat". Klucz Igi pasował bez oporu. Drzwi ustąpiły z jękiem, a z wnętrza buchnęło chłodem.
Stanęli u wejścia, a echo odbiło się od mokrych ścian, wydobywając z głębi dźwięki przypominające śmiech i płacz jednocześnie. Julian poczuł gęsią skórkę; Iga ścisnęła jego dłoń tak mocno, że aż zabolało. Z daleka, z ciemnej czeluści, rozbłysło ledwie widoczne światło, a ich własne emocje zaczęły wydawać się bardziej obce niż kiedykolwiek wcześniej.
W tej chwili żadne z nich nie wiedziało, co jest prawdziwe, a co powstało w ich głowach. Echo znowu się odezwało — tym razem wyraźniej, wołając jedno z ich imion...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?