Czasolot nad Łysiną
Lena przesunęła palcami po powierzchni pergaminu, czując pod skórą chłód wielowiekowego papieru. Była późna noc, a deszcz intensywnie bębnił w dach drewnianej chaty na polanie pod Łysiną. Bartek siedział naprzeciwko niej, wpatrzony w leżącą na stole mapę, odnalezioną kilkanaście minut wcześniej na zapomnianym strychu.
Oboje mieli po siedemnaście lat. Mimo że wśród ich rówieśników wakacyjne wypady w góry już dawno ustąpiły miejsca zagranicznym podróżom, oni wciąż wybierali beskidzką dzicz i dom babci Leny. Tym razem miała to być zwyczajna noc przy planszówkach i gitarze. Rzeczywistość szybko jednak się wymknęła spod kontroli, kiedy przypadkiem przesunęli starą walizkę w kącie strychu i znaleźli mapę, na której oprócz dobrze znanych ścieżek widniał także dziwny, spiralny symbol oraz odręczny napis: „Obudź czas, który śpi pod Łysiną”.
Bartek, zawsze bardziej racjonalny, próbował zbagatelizować dziwne odkrycie. Lena, z natury ciekawska, nie mogła się oprzeć pokusie rozwiązania dziwnej zagadki. Jeszcze przed północą wymknęli się do ciemnego lasu z latarkami i mapą, śledząc wskazówki prowadzące przez gęste paprocie, aż do starego, kamiennego kręgu, który – jak utrzymywała babcia Leny – był pozostałością po pradawnym rytuale.
Przez chwilę wahali się, stojąc w ciszy, którą przerywały tylko dalekie pohukiwania sowy i szum wiatru. Lena położyła dłoń w samym środku kręgu, gdzie spiralny symbol był ledwie widoczny pod warstwą mchu. Nagle poczuła pod palcami coś zimnego i metalicznego. To było małe, dziwne urządzenie, przypominające trochę kompas, trochę zegarek, z niepokojąco migoczącą wskazówką.
Bartek sięgnął po urządzenie, a Lena przeczytała cicho inskrypcję na jego odwrocie: „Przekręć, jeśli jesteś gotów na więcej niż tylko ścieżki czasu”. Spojrzeli na siebie, powstrzymując śmiech maskujący narastające napięcie. Bartek, chyba sam zaskoczony własną odwagą, przekręcił wskazówkę spiralnie do końca. W jednej chwili świat wokół nich stanął na krawędzi ciszy. Wiatr ustał, a drzewa jakby zamarły. Przez chwilę nie działo się nic – aż wszystko zaczęło się rozmywać jak zdjęcie pod wodą.
Lena poczuła, jak grunt znika spod jej stóp, a obraz chaty babci, beskidzkiej polany, kręgu i lasu zmienia się w kalejdoskop przelatujących wokół barw. Złapała Bartka za rękę i zamknęła oczy. Wrażenie lotu w bezkresnej przestrzeni trwało tylko przez ułamek sekundy, ale kiedy wreszcie znów poczuli grunt pod nogami, wokół nich nie było już śladów współczesności – ani drogi, ani chaty, ani nawet znajomych drzew.
Za to ze szczytu Łysiny dobiegły ich dźwięki: stukot ciężkich kół, podniesione głosy i metaliczny dźwięk, którego nigdy wcześniej nie słyszeli. Bartek ścisnął dłoń Leny mocniej, a ona wstrzymała oddech, patrząc w stronę, z której dochodziły światła – zupełnie obce, pulsujące niczym sygnały z innego świata.
Kiedy Lena podniosła urządzenie, jego wskazówka zaczęła kręcić się niespokojnie, a zegar wybił dwunastą. W tej samej chwili tuż przed nimi rozległ się trzask – zza ciemnych skał wyłoniła się postać w płaszczu, niosąca coś, co wyglądało zupełnie nie z tej epoki. Bartek i Lena zamarli, niepewni, czy powinni się zbliżyć, czy raczej uciekać, ale nie zdążyli podjąć decyzji – postać odwróciła się w ich stronę, a jej twarz odbiła się w świetle pulsujących świateł.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?