Burmistrz, Banan i Zagadka Kaczek w Kapciach
W miasteczku Zygzakowo od trzech dni nie działo się nic zwyczajnego. O ósmej rano burmistrz Malwina Grzebieniowska wypiła swoją trzecią kawę i już wiedziała, że dzień zapowiada się podejrzanie spokojnie. Była to kobieta z zasadami: żadnych spraw na czczo, żadnych kłótni z własnym psem i żadnych plotek, zanim otworzy cukiernię. Jej pies Banan, olbrzymi kundel o zamiłowaniu do pantofli i... kabanosów, tarzając się po dywanie urządzał właśnie próbę generalną nowego układu tanecznego. Banany i kabanosy – czy mogło być lepsze połączenie?
Właśnie Banan pierwszy wyczuł coś niecodziennego. Zaparkował ogonem przy drzwiach i wydał z siebie bardzo głośne „Wuf!”. Po czym pobiegł do okna. Malwina podeszła bliżej, wytrzeszczając oczy ze zdumienia.
Na rynku stała kaczka. To nie byłoby samo w sobie nic dziwnego, gdyby kaczka nie miała na nogach różowych kapci w kształcie królika. Za nią – druga, tym razem w pantoflach kokosowych. Trzecia maszerująca dumnie w śmiesznych kapciach z kaktusem. Zza rogu wyłaniał się już cały orszak kaczek – a każda w innych kapciach! Ludzie zatrzymywali się, przecierając oczy i zasłaniając usta przed wybuchem śmiechu.
– Banan, chyba czas na interwencję – powiedziała burmistrz, szybko zawiązując trampki i pakując do kieszeni dwie garście psich smakołyków. Pies w podskokach wybiegł pierwszy – prowadził ją przez tłum rozbawionych mieszkańców aż na środek rynku. Tam, wśród kwiatów, uformował się już kaczusi korowód. Na czele korowodu stała kaczka w kapciach z napisem „Szefowa”.
Malwina przyklęknęła i spojrzała zwierzęciu prosto w oczy.
– Wyglądasz na kogoś, kto ma plan – powiedziała poważnie.
Szefowa Kaczka zamachała skrzydłami i zakwakała z takim entuzjazmem, że nawet Banan ułożył uszy w poziomie. Wtedy zza fontanny wyskoczył pan Feliks, znany w mieście producent kapci i miłośnik dziwnych konkursów.
– Proszę państwa! – zawołał. – Może jestem szalony, ale dziś rano moje najnowsze kapcie zniknęły z pracowni. Znalazłem za to... pierze i okruchy kukurydzianych chrupek!
W tej samej chwili kapcie zaczęły świecić dziwnym, fioletowym światłem, a kaczki utworzyły krąg i zaczęły rytmicznie podrygiwać. Wszyscy patrzyli z zapartym tchem, gdy rynek powoli rozjaśniać zaczęły kolorowe, dziwnie pulsujące światła. Czyżby kaczki chciały coś przekazać? Czy Banan i burmistrz rozwikłają, o co chodzi w tym kaczym tańcu i co mają z tym wspólnego świecące kapcie?
Właśnie wtedy rozległ się nagle głośny trzask i... na środku rynku pojawił się wielki cień…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?