Did You Know?

Zosia i Zaczarowany Zegar


Zosia i Zaczarowany Zegar
W miasteczku Srebrne Brzózki poranki pachniały ciepłą drożdżówką i mokrą trawą. Nad piekarnią stała stara wieża z zegarem, który co godzinę mrugał złotymi wskazówkami i wołał ludzi na herbatę, na obiad, na dobranoc. Zosia mieszkała tuż pod dachówkami, w pokoiku z oknem na rynek. Miała warkocz skręcony jak sprężynka i zielony notes w kropki, w którym rysowała wszystko, co brzmiało jak cień albo pachniało jak deszcz. Jej najlepszym przyjacielem był kot Pączek, puszysty i biały w szare łatki, który mruczał jak rozgrzany czajnik. Pewnego ranka Zosia obudziła się od cichego „tik… tak… tik…”, które nie było zwykłe. Dźwięk przypominał również chichot. Zerknęła na rynek – gołębie spacerowały jak zwykle, pani w czerwonym berecie niosła torbę pełną gruszek, a z piekarni frunęły lśniące bułki. Tylko wieża stała trochę bardziej prosto niż zwykle, jakby udawała, że nic się nie dzieje. Na parapecie leżał liść. Nie był zwyczajny. Mienił się delikatnie jak kropla na pajęczynie i miał kształt klucza. Na jego brzegu błyszczała mała gwiazdka. Zosia dotknęła go czubkiem palca. Liść‑klucz był chłodny i miękki, a kiedy dziewczynka go uniosła, powietrze zaszemrało: „Szuu… szuu… kiedy kukułka zamilknie”. Zosia spojrzała na wieżę. Zegar zbliżał się do dwunastej. Co dzień o tej porze wyskakiwała z niego mała, drewniana kukułka i śpiewała, tak że nawet koty na chwilę przestawały mrugać. Pączek podniósł uszy. „Miau?” – zapytał po kociemu, co znaczyło: „Idziemy?”. „Idziemy” – wyszeptała Zosia i wsunęła liść‑klucz do kieszeni bluzy w gwiazdki. Pączek wskoczył jej na ramiona jak ciepła chusta, a oni ruszyli po schodkach w dół, przez zapach rogalików, przez szmer rozmów, aż na sam rynek. Rynek miał fontannę, która lubiła opowiadać pluskające opowieści. Tego dnia woda spływała wolniej, jakby słuchała. Zegar wskazał dwunastą. Wszyscy zadrżeli – dzwon powinien zadudnić, kukułka powinna zaśpiewać. Ale nic. Tylko ciche „tik… tak… tik…”, jak szept pod kocem. Zosia uniosła wzrok. Na tarczy, tam gdzie mieszkała cyfra dwanaście, mignęło maleńkie światełko. Dziewczynka poczuła, że liść‑klucz w kieszeni drży, jakby nie mógł się doczekać. Pączek wyprostował wąsy. U stóp wieży, między bluszczem i kamieniem, Zosia zauważyła coś, czego wcześniej nie było: maleńkie drzwi, wielkości książki, z zamkiem w kształcie listka. Dziewczynka przyklękła. Przez szczelinę pachniało deszczem i czymś cynamonowym, jak świeże ślimaczki z piekarni. „Spróbujmy” – powiedziała do Pączka, który już przykładał łapę do zamka, bardzo delikatnie, bo bał się, że kichnie kurz. Zosia wyjęła liść‑klucz i wsunęła go do zamka. Klik! Drzwiczki rozchyliły się i na schody wylało się miękkie światło. W środku kręciły się wąskie, spiralne schody. Na ścianach zawisły małe latarenki, które rozświetlały się jedna po drugiej, jak rząd świetlików. Zosia stawiała stopy ostrożnie, słuchając, jak deska po desce cicho odpowiada: „tu-tu, tu-tu”, a Pączek, z ogonem uniesionym jak znak zapytania, dreptał obok. Mijali obrazki por roku, które poruszały się powoli. Na jednym wiosna dmuchała na mlecze, a puch strzelał w górę; na innym jesień huśtała się na czerwonym liściu. Zosia zatrzymała się na krótką chwilę i musnęła palcem zimę – śnieg zachichotał. Pączek próbował dotknąć lata, ale słońce łaskotało go w nos i kot kichnął: „apczi!”. Echo odpowiedziało mu pięcioma cichymi kichnięciami, jak pięć ziarenek maku. Im wyżej, tym głośniej brzmiało „tik… tak…”, a jednak było to łagodne, jak kołysanka. Powietrze pachniało mięta i kurzem gwiazd. Kiedy wyszli na platformę tuż pod tarczą, Zosia aż otworzyła szerzej oczy. Wnętrze wieży było jak ogród z kółek i zębatek. Część z nich była z drewna, część ze szkła, a niektóre wyglądały jak chrupiące herbatniki. Mała szklana jaskółka, błękitna jak poranek, unosiła się nad mechanizmem. Miała przy nóżce wstążkę w gwiazdki, takie same jak na bluzie Zosi. Usiadła na balustradzie i zamrugała. „Ćwir?” – spytała, a może tylko tak zabrzmiało skrzenie jej skrzydeł. „Dzień dobry” – powiedziała Zosia szeptem. Jaskółka zrobiła kółko i popłynęła do góry, w stronę tarczy. Zatrzymała się przy małych drzwiczkach ukrytych tuż za cyfrą dwanaście. Zamek był inny niż na dole: w kształcie gwiazdki, z maleńkim listkiem po środku. Liść‑klucz w dłoni Zosi znów zadrżał. Pączek usiadł jak posąg i wpatrywał się w drzwiczki. Wieża zamruczała, ale nie niepokojąco – bardziej jak wielki kot, bardzo stary i bardzo cierpliwy. Zegarowe wskazówki poruszyły się niespiesznie, jakby się przeciągały po drzemce. Do Zosi dotarł dźwięk dzwoneczków, chociaż nie widziała żadnego dzwonka. „Zosiu…” – szept przypłynął jak lekki wietrzyk, który znał jej imię od zawsze. Dziewczynka rozejrzała się; głos wydobywał się zza drzwiczek. Pączek jednym okiem patrzył na Zosię, drugim na jaskółkę, a ogonem kreślił w powietrzu esy-floresy. „Jestem” – odpowiedziała Zosia i uniosła liść‑klucz. Krawędzie rozświetliły się miękko, jakby na liściu zapaliły się gwiazdy. Przyłożyła go do zamka. Pasował idealnie. Nagle wszystko w wieży przycichło, jak wtedy, gdy książka tuż przed przeczytaniem najważniejszego zdania wstrzymuje oddech. Fontanna na rynku pluśnięła raz, bardzo powoli. Z latarni na ulicy zsunęła się maleńka kropla i zawisła, świecąc jak perełka. Szklana jaskółka rozłożyła skrzydła i zatrzymała się w powietrzu, jakby czekała na sygnał. Zosia poczuła ciepło w palcach. Pączek wspiął się na jej ramię, tak delikatnie, że aż się zaśmiała, ale śmiech utknął jej w gardle, bo drzwiczki drgnęły. Zamek zamigotał gwiazdką. Przez szczelinę dmuchnęło coś świeżego, jak poranek na plaży w dzień, kiedy nikt jeszcze nie postawił śladów na piasku. „Gotowa?” – spytał bezgłośnie wiatr, który bawił się w jej włosach. Zosia skinęła głową. Powoli, bardzo powoli przekręciła liść‑klucz. Klik. Z wnętrza spłynęła smuga srebrnego blasku. Zawiesiła się nad jej dłońmi, wirowała i cicho dzwoniła, jakby była zrobiona z cieniutkich nitek lodu i śmiechu. A potem blask rozchylił się jak zasłonka i… …na samym środku tarczy coś mrugnęło. Raz. Drugi. „Zosiu…” – tym razem szept był bliżej, cieplejszy i niespodziewanie wesoły. Pączek napuszył ogon i wydał z siebie ciche „mrr?” Drzwiczki uchyliły się szerzej. Coś po drugiej stronie poruszyło się, jakby brało oddech. Szklana jaskółka błysnęła oczkiem i wzbiła się wyżej. Zegarowa wskazówka zatrzymała się na ułamek chwili i skierowała prosto na dziewczynkę, jak palec robiący „ciu”. Zosia stanęła na palcach, wzięła głęboki wdech i zajrzała do środka, a wtedy…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 31
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...

Download Materials

Download coloring pages and other materials for this story.


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.