Zosia i srebrny szept ze strychu
Śnieg cicho opadał na dachy miasteczka. Zosia ubierała choinkę razem z tatą i ich kotem. W pokoju unosił się zapach pierników, a światełka migały jak małe oczka. Na parapecie czekał czerwony list do Świętego Mikołaja. W kuchni obok babcia mieszała barszcz.
Nagle złota gwiazda na czubku choinki zgasła.
– Czy to znak? – szepnęła Zosia do Purr.
Z sufitu spadło białe piórko, lekkie jak płatek.
– Ktoś chodzi po dachu! – zawołał tata.
Zosia chwyciła latarkę i owinęła szyję czerwonym szalikiem. Razem powoli wspinali się po schodach na strych. Purr pobiegł przodem i cicho miauknął. Na zakurzonych deskach widać było ślady kopyt, błyszczące od śniegu.
Małe pudełko, przewiązane wstążką, drżało obok skrzyni. Ze środka dobiegał dźwięk, jak srebrny szept. Zosia dotknęła kokardy, a wieczko lekko się poruszyło. Wtedy – stuk, stuk – ktoś zapukał w dach nad ich głowami. Zamek w drzwiach zaskrzypiał, a światło latarki zadrżało.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?