Zosia i nocny strumień
Wioska spała przy brzegu lasu i rzeki. To była dziś ciepła Noc Kupały. Dzieci plotły wianki z rumianku i mięty. Zosia też plotła swój mały wianek. Mama powiedziała: "Puszczaj go z życzeniem." Wianek popłynął, a księżyc błysnął nad wodą. Nagle wianek zapalił się miękkim blaskiem.
Płomyk nie parzył, tylko prowadził wzdłuż brzegu. Zosia szła cicho między olchami i trzciną. Świetliki leciały jak małe gwiazdy nad ścieżką. "Kto tam?" szepnęła, ściskając spódniczkę mocno. Rzeka zaszemrała jej imię, zupełnie wyraźnie. Spojrzała w nurt i zobaczyła znak słońca. Znak był wyryty na płaskim kamieniu.
Nad kamieniem przysiadł maleńki domowik z mchu. Miał czapkę z listka i wesołe oczy. "Zosiu," powiedział, "las prosi dziś o pomoc." Z trzcin wypłynęła łódka bez wioseł i steru. Na burcie lśnił ten sam kołowrót słońca. Prąd przyciągnął łódkę pod jej stopy. Domowik skinął palcem i uśmiechnął się szeroko. Cały las ucichł, a woda drgnęła raz jeszcze. Łódka kołysnęła się, jakby czekała na Zosię.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?