Zosia i gadający naleśnik
Zosia mieszkała nad piekarnią, która pachniała bułkami. Najbardziej lubiła ciepłe naleśniki z dżemem truskawkowym. Dziś mama spakowała jej naleśnik w małe pudełko. Miał kształt kotka i rodzynkę za nos. Zosia włożyła pudełko do plecaka i ruszyła. Szła do szkoły ulicą pełną gawronów i liści.
W połowie drogi plecak zaczął lekko podskakiwać. Zosia zatrzymała się i spojrzała na zamek plecaka. Coś tam zamruczało, a potem kichnęło aż dwa razy. „To ja, naleśnik!” usłyszała z pudełka. Zosia rozejrzała się, czy to żart Janka z klasy. Gawron na latarni odpowiedział długim krakaniem.
W szkole pani Basia ogłosiła już czas śniadania. Ławka Zosi lekko drżała, jakby miała dziwną czkawkę. „Nie otwieraj mnie jeszcze!” zapiszczał głos z plecaka. Zosia szepnęła: „Dlaczego? Muszę zjeść dziś drugie śniadanie”. Klasa zamilkła, bo pudełko zaczęło tańczyć rumbę. Pani Basia uniosła brew, a Zosia chwyciła wieczko od pudełka. I wtedy z pudełka dobiegł bardzo długi bek. Ale to nie był zwykły bek, tylko...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?