Znikająca gwiazdka pod srebrnym namiotem
W sobotnie popołudnie srebrny namiot cyrku błyszczał jak wielki księżyc. Chorągiewki tańczyły na wietrze, a z wózka unosił się słodki zapach waty cukrowej. Lila trzymała w dłoni bilet z narysowaną gwiazdką, a Olek ściskał balonik w kształcie półksiężyca.
– Popatrz, jaki błysk! – szepnęła Lila, gdy słońce musnęło namiot.
W środku pachniało trocinami i toffi. Wokół areny świeciły małe lampki. Na ławkach szeptali widzowie, a bębny cicho mruczały: bum, bum. Mama usiadła tuż za dziećmi i podała im popcorn, który chrupał jak małe śnieżki cukru.
Nagle światła zamigotały, a na środek areny wkroczył Pan Błysk – wysoki, uśmiechnięty dyrektor cyrku. Miał czarną czapkę z wielką, złotą gwiazdką i laskę z końcówką jak kropla światła. Ukłonił się tak nisko, że prawie dotknął nosem trocin.
– Dobry wieczór, wielcy i mali! – zawołał. – Dziś pod naszym srebrnym dachem zobaczycie cuda, śmiechy i skoki tak lekkie jak piórko!
Na arenę wtoczył się klaun Gucio. Jego nos był czerwony jak truskawka, a buty tak długie, że zahaczał nimi o własne… uśmiechy. Żonglował kolorowymi piłkami, pomarańczami i błękitnymi apaszkami, które unosiły się jak chmurki.
Potem wszedł kucyk Piegusek, biały w brązowe kropeczki. Miał wstążki przy grzywie i stukał podkówkami: tik, tak, tik. Na jego grzbiecie siedziała dziewczynka-akrobatka w srebrnym kostiumie i rysowała stopą serca w powietrzu. Cyrkowy piesek Figa przeskakiwał przez obręcze z papierowych kwiatów, a za każdym razem z ogródka kwiatów sypały się brokatowe płatki.
Lila uśmiechała się szeroko. Słyszała też coś jeszcze – cichutki dzwoneczek, delikatny jak kropelka szkła. Dzyń. Dzyń. Brzmiał, kiedy w powietrzu działo się coś niezwykłego.
Po krótkiej przerwie wrócił Pan Błysk. Czapka połyskiwała, a gwiazdka na niej świeciła jak maleńkie słońce.
– A teraz – zagrzmiał miękko – czas na Wielki Numer Deszczu Gwiazd! Gdy ta gwiazdka zaświeci najmocniej, światła w namiocie zatańczą, a na Wasze dłonie spadnie świetlisty deszcz!
Bębny zaszumiały szybciej. Klaun Gucio stanął na palcach i zasłonił usta, jakby chciał schować uśmiech aż do finału. Lampki zwolniły swój blask, czekając na znak. Lila i Olek pochylili się do przodu.
Pan Błysk uniósł czapkę… i zamarł. Złotej gwiazdki nie było.
W namiocie zrobiło się bardzo cicho. Słychać było tylko cichutkie: szuu… jakby ktoś dmuchał w piórko. Pan Błysk zajrzał do środka czapki, pod mankiet, za kołnierz. Klaun Gucio ostrożnie sprawdził własną kieszeń, z której wystrzeliła sprężynka z kwiatkiem. Figa obwąchała trociny i kichnęła: apsik!
– Proszę o chwilkę czarującej cierpliwości – zaśmiał się Pan Błysk, ale jego oczy świeciły inaczej. – Gwiazdy lubią się bawić w chowanego.
Publiczność zaczęła szeptać. Lila ścisnęła róg programu. Przy jej bucie leżał brokatowy pyłek. Błysnął jak gwiazda i zgasł. Dzyń – dzyń – dzyń… Ten cichutki dzwoneczek znów się odezwał, tym razem zza purpurowej kurtyny, która delikatnie falowała, jakby oddychała.
– Słyszysz? – szepnął Olek. – Tam coś… brzmi.
Przed samą areną była niska, kolorowa barierka z chorągiewkami. Dzieci usiadły prosto, tak jak prosiła Mama, ale Lila nachyliła się odrobinkę, żeby spojrzeć w stronę kurtyny. Między ciężkimi fałdami materiału mignęły złote kropki, jak ślady po czyichś kroczkach. A tuż przy podłodze, pod dekoracją z namalowanymi gwiazdami, Lila dostrzegła małe, półokrągłe drzwiczki. Były tak niziutkie, że przeszłaby przez nie chyba tylko Figa albo… promyk światła. Na drzwiczkach ktoś narysował gwiazdkę i napisał drobnymi literkami: „Tylko dla świateł”.
Dzyń.
– Ojej… – wymknęło się Lili.
Bębny przycichły, jakby nadstawiały ucha razem z dziećmi. Pan Błysk, wciąż na środku areny, potrząsnął czapką. Wypadło z niej jedno piórko i opadło Lili na kolano. Piórko było miękkie, cieplutkie i jakby troszeczkę świeciło.
– Na trzy! – zawołał Pan Błysk, starając się brzmieć beztrosko. – Raz…
Kurtyna drgnęła. Małe drzwiczki pod dekoracją poruszyły się i rozchyliły na szerokość orzecha. Spomiędzy deseczek wysunęła się wąska smuga złota, cienka jak wstążka. Zawinęła się w powietrzu, zatańczyła jeden mały kółek i… skierowała się prosto ku Lili i Olkowi.
– Dwa… – bębny odpowiedziały: bum… bum… buuum…
Smuga stanęła tuż nad barierką, drgnęła, trzepnęła jak ogonek świetlika i zaiskrzyła tak jasno, że na moment w popcornie zabłysły wszystkie ziarenka. Lila wstrzymała oddech. Olek ścisnął jej rękaw.
– Tr… – Pan Błysk uniósł rękę do góry, kurtyna poruszyła się jak fala, a złota smuga nagle…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?