Zielona Poczta pod Starym Dębem
Sierpień w miasteczku Olszyn był gorący i pachniał kurzem, rozgrzaną trawą oraz dojrzałymi jabłkami z ogrodowych sadów. Lena, Kacper i Maks wędrowali codziennie po osiedlu, szukając zajęcia, które wyciągnie ich z letniego marazmu. Tym razem zatrzymali się pod ogromnym, rozłożystym dębem, królował w małym parku na skrzyżowaniu ulic.
Lena była ciekawska jak nikt inny. Jej włosy w kolorze kasztana były zawsze rozczochrane, a w oczach świeciły odblaski nowych pomysłów. Kacper, wysoki i nieco zamyślony, lubił słuchać, a Maks – jego młodszy brat – miał głowę pełną szalonych planów. Nie raz wplątali się przez to w niewielkie kłopoty, choć zazwyczaj kończyło się na salwie śmiechu.
Tego dnia Lena zauważyła pod korzeniami dębu coś dziwnego – zielonkawą skrzynkę, ledwo widoczną spod mchu. Miała kształt starej poczty: pokryta mosiądzem, z niewielkim otworem. Lena przyklękła i przyjrzała się napisanemu na niej zdaniu: „Dla tych, którzy potrafią słuchać”.
– Widzieliście to wcześniej? – zapytała, klepiąc ręką po skrzynce.
– Nope – pokręcił głową Maks. – Ale czadowa! Może to jakaś stara skrytka?
Kacper przejechał palcami po mchu. – Wiesz, że tu kiedyś była aleja listonoszy? Dziadek opowiadał, że wszędzie rozstawiali skrzynki.
Lena wrzuciła do środka kartkę, którą akurat miała w kieszeni. Napisała na niej tylko: „Cześć. Jesteśmy tu. A Ty?” Zamiast oczekiwać odpowiedzi, postanowili poczekać do następnego dnia.
Noc przyniosła burzę, a poranek świtowe mgły. Gdy znów spotkali się pod dębem, Lena drżała z ekscytacji, nie mogąc doczekać się, co znajdą. Maks wyobrażał sobie list od jakiegoś tajnego stowarzyszenia, Kacper próbował zachować spokój, ale w głębi duszy czuł to samo napięcie.
Skrzynka pod dębem była zamknięta na mały, mosiężny kluczyk, który poprzedniego dnia nie rzucał się w oczy. Ale teraz, gdy Lena dotknęła pokrywy, usłyszeli cichy trzask i wieczko otworzyło się samo. W środku nie było listu. Za to leżał delikatny, zielony liść, na którym ktoś – być może czymś ostrym, może pazurem – wyrył słowa: „Zapraszam dziś o północy. Przynieście światło. Tylko wy troje.”
– To jakiś żart…? – Maks spojrzał na rodzeństwo, ale widział, że Lena już podjęła decyzję.
Kacper dosłyszał jeszcze cichy szelest liści – jakby ktoś czekał po drugiej stronie drzewa. Osiedle nagle wydało się mniej znajome, jakby pod powłoką rzeczywistości czaiło się coś więcej, niż kiedykolwiek sądzili.
O północy, z latarkami i sercem bijącym szybciej niż zwykle, mieli wyruszyć pod stary dąb. Nikt nie spodziewał się tego, co miało ich tam spotkać…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?