Zielona księga z Miękkiej Okładki
W „Miękkiej Okładce” zapach kawy mieszał się z kurzem stron i ciszą przedpołudnia. Lena podniosła roletę, przetarła ladę i włączyła starą drukarkę paragonową. Urządzenie zawsze kaszlało, a potem wydawało najpierw jeden pusty świstek, jakby próbowało sobie coś przypomnieć. Zwykle po chwili pojawiała się krótka rada, której nikt nie programował, ale wszyscy nauczyli się jej słuchać.
Rady bywały śmieszne i skuteczne. „Przesuń paprotkę w lewo” uchroniło raz witrynę przed słońcem, które paliło grzbiety książek. „Zaparz herbatę klientowi w niebieskiej kurtce” sprawiło, że nieśmiały student odważył się poprosić o tom poezji. Nawet „Zamknij na chwilę oczy” trafiło w moment, kiedy z półki spadła ciężka encyklopedia i minęła jej stopę o grubość paznokcia.
Tego dnia drukarka zakrztusiła się dłużej niż zwykle, po czym wypluła zdanie: „Nie otwieraj zielonej książki”. Lena wybuchnęła nerwowym śmiechem, bo nie miała na półkach nic zielonego poza notesem na zamówienia. W tej samej chwili do drzwi zapukał kurier i podał jej paczkę bez nadawcy, tylko z pieczątką poczty i datą jutrzejszą. W środku leżała książka w płóciennej, butelkowozielonej okładce, przepasana czerwoną wstążką, chłodna i cięższa, niż powinna.
Na kawę przyszedł pan Jerzy, emerytowany motorniczy, który pamiętał jeszcze uliczne latarnie gazowe. „Coś ci się dziś tu śni na jawie, dziewczyno” – mruknął, patrząc na paczkę. Mika, studentka architektury, robiła rysunek półki i co chwilę zerkała na wstążkę, jakby prowadziła ją niewidzialna linia. Lena postawiła książkę na ladzie, a drukarka wypuściła następny świstek, przez chwilę milczący, potem zapisany jednym, dziwnie równym pismem: „Jeśli otworzysz, ktoś wróci; jeśli nie, ktoś zniknie”.
Słowa trafiły w nią jak przeciąg; miała głupie skojarzenie z bratem, który od miesięcy nie dzwonił. Zaparzyła sobie herbatę, by ją ogrzała, ale czajnik gwizdnął o sekundę wcześniej, niż dotyk płomienia powinien to wywołać. Z ulicy dobiegł dźwięk hamującego tramwaju, chociaż na rozkładzie była akurat długa luka. W sklepie zadrżało światło i zgasło tylko w jednym kącie, tam gdzie stoją przewodniki.
Lena wsunęła palce pod wstążkę, a ta drgnęła, jakby miała puls. Papier z drukarki zaszeleścił raz jeszcze i wysunęło się słowo, od którego skóra na karku zrobiła się jej chłodna: „Teraz”. W okładce zaszumiało jak w muszli, powietrze pachniało mokrym lasem, a grzbiet książki poruszył się o grubość włosa. Ktoś, albo coś, zastukało z wnętrza strony. Dzwonek nad drzwiami zadźwięczał bez wiatru, a wszystkie zegary w sklepie stanęły na tej samej minucie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?