Did You Know?

Zeszyt z czytelni


Zeszyt z czytelni
Olek kończył dyżur wolontariusza w osiedlowej bibliotece, gdy spadło światło awaryjne. Pani Krysia z czytelni mruknęła coś o beznadziejnych instalacjach i dała mu klucz. W skrytce rzeczy znalezionych leżał zeszyt w kratkę, oklejony prostym płótnem, dziwnie ciepły. Na pierwszej stronie nie było nic prócz stempla: Czytelnia, maj osiemdziesiątego dziewiątego. — Jeśli nikt nie odbierze do końca miesiąca, weź sobie — rzuciła niedbale. W bloku na dziesiątym piętrze wiatr pukał w szyby, jakby liczył piętra. Olek napisał na pierwszej linijce swoje imię, zwykłym długopisem, trochę niepewnie. Rano zobaczył to samo imię kredą, na betonie pod trzynastką, choć nikt tam nie ma kredy. Próbował z guzikami: poprosił o zielony przy ławce, i znalazł go po lekcjach. Zapach ciepłych drożdżówek z piekarni nagle wydawał się ostrzejszy, jakby miasto przeczytało jedno słowo. W kieszeni zeszyt pulsował cicho, jak telefon na wibracjach, choć był papierowy. Robił testy, małe i niegroźne: dwie gumy z automatu zamiast jednej, trzy minuty bez deszczu. Kartki po spełnieniu prośby blakły lekko, jakby traciły atrament na rzecz chodnika. Powiedział o zeszycie Nadii, bo i tak zawsze wszystko jej mówił. — Przestań, to przypadek, miasto żyje własnym życiem — prychnęła, lecz zabrała go na próbę. Automat z napojami wydał im resztę w monetach owiniętych paragonem, na którym widniało wczorajsze jutro. Nadia, zwykle twarda, przestała żartować, kiedy paragon zmienił datę tuż przed jej oczami. W liceum szykował prezentację o Białoszewskim, a projektor zacinał się jak stary tramwaj. Napisał więc w zeszycie prosto: niech obraz będzie ostry, niech nie gaśnie. Zadziałało, ale pod zdaniem wyrósł drugi wiersz, nie jego, ciemniejszy, lekko mokry. Przynieś mnie dziś o północy na Most Gdański, sam, bez świadków — pisały same kartki. Na marginesie pojawiła się linia jak torowisko, prowadząca przez przystanek, światła i wodę. Olek poczuł, że to nie prośba, bardziej rozkaz, napisany głosem całego miasta. — Nie idź — powiedziała Nadia, gdy przeczytała, i spojrzała na niego z oburzeniem. — A jeśli to tylko kolejna sztuczka miasta, taka, co działa do granicy? Olek słuchał grzejącego kaloryfera, który taktował równo, jakby liczył kroki do północy. Otworzył zeszyt, a atrament podniósł się jak mgiełka i narysował most z ciemnych kresek. W szybie nocnego tramwaju po drugiej stronie pojawiło się jego imię, pisane od środka. Zza drzwi dobiegło pojedyncze stuknięcie, jakby ktoś stuknął ościeżnicę od środka.


Author of this ending:

Age category: 16-17 years
Publication date:
Times read: 22
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.