Zegarmistrz z ulicy Lipowej
Piotrek zawsze uważał, że jego małe miasteczko jest najnudniejszym miejscem na świecie. Ulica Lipowa była spokojna, domy szare, a ludzie przewidywalni. Tylko jeden człowiek wyróżniał się z tłumu: pan Julian, stareńki zegarmistrz, którego sklepik mieścił się w pachnącej kurzem kamienicy naprzeciwko szkoły.
Każdego ranka, w drodze na lekcje, Piotrek widział przez zaparowane szyby, jak pan Julian pochyla się nad zegarkami. Jego dłonie były cienkie i lekko drżące, ale palce poruszały się tak zręcznie, jakby prowadziła je jakaś tajemnicza melodia. Na półkach warsztatu piętrzyły się budziki, stare zegary ścienne, a w kącie ustawiona była ogromna, misternie rzeźbiona klepsydra, która zawsze sypała piasek do tyłu.
Pewnego popołudnia, wracając do domu, Piotrek dostrzegł przez uchylone drzwi złotą poświatę rozlewającą się po podłodze warsztatu. Coś go tknęło. Rozejrzał się, czy ktoś nie patrzy, po czym ostrożnie wszedł do środka. Zegary wokół zaczęły cicho tykać, jakby witały nowego gościa. Pan Julian chyba tego nie zauważył, bo w skupieniu działał przy rozłożonym na części zegarku, z którego unosił się delikatny dymek.
- Przepraszam, mam... problem z zegarkiem – wydukał Piotrek, choć jego własny działał bez zarzutu.
Zegarmistrz odwrócił się powoli, a jego oczy, błyszczące jak tarcze zegarów, spojrzały na chłopca.
- Czas jest dziwny. Ciągle go gonimy, a on i tak robi z nami co chce, prawda? – powiedział cicho pan Julian, a potem uśmiechnął się lekko. – Chodź, pokażę ci coś.
Zanim Piotrek zdążył zaprotestować, zegarmistrz zatrzasnął drzwi, a na oknach opadły ciężkie zasłony. Światło w środku zgasło na moment, by zaraz potem rozbłysnąć tysiącami drobnych iskier. Zegary zaczęły przyspieszać, wskazówki przeskakiwały minuty i godziny, a powietrze wypełnił szum.
- Byłeś kiedyś w środku tiktających chwil? – zapytał szeptem pan Julian i dotknął dłonią starej klepsydry.
Piotrek poczuł dziwne mrowienie. Nagle ściany warsztatu zaczęły rozmywać się jak w kalejdoskopie. Chłopak dostrzegł wirujące obrazy ze swojego życia: wczorajsze poranne lekcje, święta z rodziną, śmiech przyjaciół. Wszystko pędziło obok z zawrotną szybkością, jakby ktoś przewijał taśmę do przodu i do tyłu. Czas tańczył w powietrzu, grając z Piotrkiem w nieznaną grę.
– Nie bój się – szepnął pan Julian. – Tu czas płynie inaczej. Może nauczysz się nim sterować?
Zanim Piotrek zdążył zadać pytanie, wszystko dookoła nagle zamarło. Wszelkie dźwięki ucichły, a przestrzeń wokół wypełniła się złotym światłem. Chłopiec stał pośrodku warsztatu, a wszystkie zegary kierowały wskazówki w jego stronę. Co się stanie, jeśli dotknie klepsydry?
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?