Zegarmistrz z ulicy Ciemnych Zegarów
Noc nad Krakowem była niespokojna. Czerwcowy deszcz dudnił w bruk ulicy Ciemnych Zegarów, gdy Kaja, Filip i Lena zbijali się razem pod parasolem, drepcząc w stronę zrujnowanego warsztatu zegarmistrza. Znali to miejsce od lat – stało puste, z powybijanymi szybami, a jedyna rzecz, jaka pozostała po dawnym właścicielu, to wypłowiały szyld z zarysowanymi złotymi cyframi i wizerunkiem wahadłowego zegara.
Tego wieczoru postanowili wejść do środka. Nie szukali strachu – byli już na to za dorośli. Chcieli wyzwania, czegoś, czego nie znajdziesz na TikToku ani w żadnej grze. Kaja, najodważniejsza z nich, odsunęła drzwi łokciem. Skrzypnęły tak głośno, że Filip aż podskoczył.
Wewnątrz warsztatu panowała półmrok i zapach starych mechanizmów. Na półkach stały części zegarów, zębatki i sprężyny. Lena przesunęła palcem po stole, zbierając warstwę kurzu. Wtedy ich wzrok przykuł stojący w kącie zegar – wielki, z misternie rzeźbioną obudową, pokrytą symbolami przypominającymi cyfry, jakich nigdy wcześniej nie widzieli.
– Widzieliście to? – zapytała cicho Kaja.
Podeszli bliżej. Zegar tykał, mimo że od lat nikt mu nie dawał nakręcić sprężyny. Na jego tarczy poruszały się nie tylko wskazówki, ale też coś jeszcze – drobne, świetliste punkty, przesuwające się po okręgu, zupełnie jakby czas płynął tu na kilka sposobów naraz.
Obok zegara leżał stary notes. Filip otworzył go ostrożnie. Na pierwszej stronie ręka, nieco drżącym pismem, zapisała: „Nie każdy, kto czuje upływ czasu, potrafi go zrozumieć. Ale niektórzy mogą go doświadczyć.”
– Może to jakieś filozoficzne bzdury – mruknęła Lena, ale raczej, żeby zagłuszyć własne niepewne bicie serca.
Z tyłu notesu, między kartkami, schowany był klucz. Kaja instynktownie dopasowała go do małego zamka we frontowej części zegara. Zamek kliknął cicho, a wahadło nagle zatrzymało się… i ruszyło do tyłu.
Światło w warsztacie jakby zmieniło barwę. Przez wybite szyby sączyła się poświata, której nigdy wcześniej tu nie widzieli. Każdy przedmiot zyskał lekko rozmazane kontury, a powietrze wypełniło się dźwiękiem tykania, coraz szybszym, coraz bardziej natarczywym.
Nagle zegar rozjarzył się od środka, rozlewając wokół zimny, niebieski blask. Przed nimi, zamiast zwykłej ściany, pojawiło się coś na kształt wirującego portalu, w którym przemykały obrazy: rynek Krakowa tysiąc lat temu, powstanie styczniowe, ich własne twarze – jednocześnie starsze i młodsze.
– Co teraz? – zapytał Filip, głos mu się załamał.
– Teraz decydujemy – szepnęła Kaja i zrobiła krok w stronę zegara, który pulsował światłem, jakby czekał na ich wybór.
W tej właśnie chwili podłoga zaczęła drżeć, a wskazówki na tarczy przeskoczyły gwałtownie. Portal rozjaśnił się do oślepiającej bieli, a za ich plecami rozległ się metaliczny trzask, jakby warsztat zostawił ich już na zawsze…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?