Zegar wieży cofnięty o sto lat
Nad miasteczkiem dudniła burza, gdy Maja wspinała się na wieżę ratusza. Miała czternaście lat, kieszenie pełne baterii i pytanie większe niż strach. Czy stary zegar naprawdę zatrzymywał czas, jak pisała prababka w liście? Spiralne schody trzeszczały, a kurz tańczył w błyskach, jakby liczył sekundy do północy. Na górze czekał już Olek, z plecakiem kabli i starym metronomem po dziadku.
— Spóźniłaś się o dwie minuty — wyszeptał, podnosząc metronom do ucha. — Może to wystarczy, żeby zegar nas polubił, a czas odpuścił. Połowa tarczy była zdjęta, odsłaniając wnętrze pełne kół, sprężyn i dziwnych przewodów. Na mosiężnym panelu zamiast godzin rządziły liczby ułożone w lata: 1901, 1956, 2029. Pośrodku błyszczał otwór na klucz, w kształcie komety pędzącej przez noc.
Maja wyjęła z kieszeni drobny klucz, znaleziony w pudełku po prababce. Na rączce wyryto zdanie: Nie pytaj czasu, pociągnij go delikatnie. Olek skinął głową i uniósł latarkę, która drżała jak serce na starcie. Gdy klucz wsunął się w kometę, powietrze zgęstniało, a wskazówki zadrżały jak struny. Ściany zajęczały brzękiem sprężyn, gołębie ucichły, a z dołu przestały dobiegać krople deszczu.
Na panelu zapaliły się trzy daty, migające jak sygnały: 1893, 1924 i 2124. — Jeśli to działa, wrócimy przed dzwonkiem — powiedział, choć jego głos zadrżał. Maja dotknęła 1924, czując chłód metalu i ciepło słów z dawnych listów. Zegar huknął trzynaście razy, choć był dzień, a szyby pociemniały jak nad ranem. Kiedy świat nabrał ostrości, na placu poniżej sunął sterowiec, a ktoś z mroku powiedział jej imię.
Głos brzmiał młodo, ale użył dawnego nazwiska jej rodziny, prawie całkiem zapomnianego. Z dołu dobiegł terkot aparatów, a ludzie w kapeluszach wskazywali na wieżę. Olek ścisnął jej rękaw i wskazał tarczę zegara, która zmieniła układ lat. Między 1924 a 2124 wyrosła nowa data, drżąca jak płomień: 2037. Sekundnik nagle ruszył wstecz, a metalowy klucz zaczął się wyślizgiwać z zamka.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?