Zegar Widnokręgu
Nela jechała nocnym pociągiem do górskiej wioski po otrzymaniu blaszanej puszki z notatkami dziadka. W środku leżał mosiężny kompas, który ignorował północ, uparcie wskazując na najwyższy grzbiet nad Sarnią Przełęczą. Notatki wspominały o stacji opuszczonej od wojny i czymś zwanym Zegarem Widnokręgu ukrytym w jej murach. Chciała odpowiedzi o jego ostatniej wyprawie, zakończonej pocztówką z lakonicznym zdaniem: 'Otwarte niebo, pilnie wracaj'. Pociąg zaskrzypiał na mglistym peronie, gdzie lampy paliły się nisko, a wrony patrzyły z oszronionych przewodów.
Zawiadowca, Wiktor, wychylił się z drzwi i badał kompas z zaintrygowanym, prawie czujnym zmarszczeniem brwi. "Droga jest czysta, ale czas bywa tu kruchy," powiedział, podając jej mapę z wyblakłym czerwonym kresem. Na marginesie ktoś dopisał ołówkiem: 'Wejście od strony wiatru, godzina 9:17, słuchaj dzwonów'. Jakie to dzwony, pomyślała, skoro w górach nie dzwoniono tu od wielu lat, chyba że za chmurami.
Ścieżka wspinała się stromym zboczem, pachniała jałowcem i mokrą stalą liny kolejki, zardzewiałą jak wspomnienia. Gdy wiatr niósł mgłę, kompas drżał, a wskazówka zataczała pętle, jakby ćwiczyła odwagę. O dziewiątej siedemnaście stanęła przy murze stacji, gładkim jak powieka, z cienkimi nacięciami po dawnej aparaturze. Z wnętrza dobiegło brzęczenie, trzy uderzenia, długie pauzy, i jeszcze jedno, odległe jak pamięć.
Nela przyłożyła notatki do rysy w murze i linie zgrały się, tworząc prosty wzór fal i strzałek. Pchnięty wiatrem panel ustąpił, ukazując wąski korytarz, pachnący ozonem i starym papierem, chłodny mimo letniego dnia. Pod sufitem kołysał się zegar bez tarczy, z wahadłem zrobionym z mosiężnej reguły logarytmicznej. Wahadło uderzyło jeszcze raz, a w ścianie wysunęła się szuflada z etykietą: 'L. Wrona — klucz próbny'.
W szufladzie leżał klucz z dziwnie ząbkowanym grzbietem i krótka taśma nagrana szorstkim, znajomym głosem. "Jeśli dotrzesz tu, pamiętaj, żeby nie iść za dźwiękiem, choć kusi," mówił głos, a potem zapis trzasnął. Nad korytarzem odezwały się kroki, szybkie, liczące schody, choć stacja powinna być pusta o tej porze. Nela uniosła lampę i postawiła stopę na pierwszym stopniu w dół, gdy nagle zgasło światło. Z głębi popłynął dźwięk przypominający morze, a kompas wskazał w dół tak zdecydowanie, że aż zapiekła dłoń.
W ciemności zapaliła palcami krzesiwo, lecz wiatr z dołu zdmuchnął iskry, jakby dmuchnęło samo zbocze. Nad głową przemknął cień, a gdzieś na zewnątrz rozhuśtała się lina kolejki, skrzypiąc równym, odmierzającym rytmem. Zegar bez tarczy zaczął tykać wstecz, klucz w jej dłoni drgnął i rozgrzał się, jakby coś go przywoływało. "Nie idź za dźwiękiem," powtórzyła, choć dźwięk puchł, zmieniał się w słowa, układając jej imię w nieznanym akcencie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?