Zegar w pasie lodu
Lena Kowal pilnowała sieci pulsarowych zegarów z pokładu małego statku Srebrnik, samotnie.
Krążyła po zimnej orbicie wokół pasma asteroid, gdzie cisza miała metaliczny smak.
Nie ufała jedynie automatom, więc przy skafandrze nosiła mechaniczny zegarek po babci.
Tykanie przechodziło przez materiał rękawa i mieszało się z rytmem oddechu w hełmie.
Pewnej sztucznej nocy pulsar PSR-17 odchylił się o cztery tysięczne sekundy, niemożliwie.
Takt pulsów ułożył się w przerwy jak liczby pierwsze, a potem w współrzędne.
Zegarek Leny zwolnił o taką samą wartość, choć nie miał prawa kłamać.
— Srebrnik, sprawdź błąd czasu sieci — powiedziała, czując drobny dreszcz pod skórą.
— Sieć stabilna. Jednostkowe źródło anomalii — odpowiedział komputer, suchy jak lód, milczący.
Wyliczone współrzędne prowadziły poza zwykłe szlaki, na dawne obrzeża Grzęzawiska Lodu systemu.
Lena włączyła silniki jonowe i ustawiła kurs, choć rozsądek szeptał o powrocie.
Ciemność przyjęła Srebrnika bez echa; tylko komety obracały powoli białe warkocze, jak myśli.
W samym centrum wskazanych danych czekał wydrążony asteroid, opleciony antenami jak słonecznik.
Z jego wnętrza dobiegał szept identyczny z tykaniem zegarka, równy jak marsz.
Przycumowała do owalnej śluzy, na której nie było numerów ani znanych znaków.
Zaszczepiła linę, wcisnęła otwieracz i wślizgnęła się do środka na strudze powietrza.
Korytarz był suchy jak studnia; osiadał w nim pył, tworząc delikatne spirale.
Światła włączały się przed nią w krótkich pasach, reagując na ciepło skafandra i ruch dłoni.
Na końcu korytarza rozwarła się komora o kształcie tarczy, z wahadłem z ciemnego szkła.
Wahadło nie poruszało się grawitacją, lecz magnesami, a jego rytm ścinał ślinę w gardle.
Na środku tarczy stało proste siedzenie, niemal szkolne, odwrócone plecami do wejścia.
Pomiędzy segmentami tarczy świeciły cienkie kreski, układając się w znane daty i nazwiska.
Gdy Lena uniosła rękę z zegarkiem, wskazówki w środku przyspieszyły i zrównały tempo.
W słuchawkach zapiszczał alarm, po czym rozległ się jej własny głos, starszy o lata: „Nie dotykaj czerwonej wskazówki… jeszcze nie”.
Krzesło skrzypnęło i zaczęło się powoli obracać, jakby ktoś już na nim siedział.
Nad nią rozhuśtały się anteny; metaliczny trzask przeszedł przez kadłub, aż stopy zapiekły.
— Ostrzeżenie: rośnie przypływ grawitacyjny — rzucił Srebrnik, a w drzwiach zatrzasnęły się rygle.
Na tarczy zapalił się czerwony sektor, jak minuta zaznaczona lakierem na starym zegarku.
Z wnętrza kolumny wysunął się klucz z czerwoną wskazówką, drżący w polu magnetycznym, dokładnie na wyciągnięcie ręki.
Zegarek na jej nadgarstku zastygł na jednej kresce, lecz tarcza przed nią zaczęła odliczanie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?