Did You Know?

Zasada Map


Zasada Map
W deszczowy wtorek biblioteka miasteczka pachniała papierem i ciepłą herbatą cytrynową. Nora najbardziej lubiła Cichy Kącik. Leżał tam okrągły zielony dywan, stał senny zegar i wysoka lampa do czytania ze złotym abażurem, który sprawiał, że strony wyglądały jak zalane słońcem. Nora miała sześć lat i kieszenie pełne drobnych skarbów. Dziś były to: fioletowy guzik, dwa liście w kształcie serc i błyszcząca kulka, która wyglądała jak maleńka planeta. Dziewczynka podeszła na palcach do niskiej półki, gdzie mieszkały wielkie książki obrazkowe, i przesunęła palcami po ich miękkich, materiałowych grzbietach. – Ehem – odezwał się ktoś bardzo uprzejmie. Nora rozejrzała się. W bibliotece panowała cisza. Słyszała tylko deszcz stukający o szybę. – Tutaj na dole – powiedział głos. – Trochę w lewo. Nie, w twoje drugie lewo. Nora przykucnęła i zajrzała między dwie książki. Wystawała tam wąska wstążka w czerwone paski, wyglądająca jak koci ogon. Wstążka poruszyła się. – Przepraszam. Mam na imię Wstążka. Pilnuję miejsc. Bardzo chciałabym przypilnować twojego miejsca, jeśli jakieś masz. Nora zamrugała. – Ty… mówisz? – Oczywiście – odparła Wstążka z zadowoleniem. – Ale tylko w Cichym Kąciku. Staramy się nie przeszkadzać książkom z rozdziałami. One robią się wtedy kapryśne. Na to wysoka lampa wydała miękki pomruk i rozjaśniła się, jakby kiwając głową. – Jestem Luma – powiedziała, a jej złoty abażur zabłysnął cieplej. – Czuwam nad stronami. Z półki sturlał się ołówek, stuknął o but Nory i zatrzymał się. Miał pogryzioną gumkę i naklejkę z czapką blisko górnej części. – Nazywam się Bazgrołek – oznajmił. – Zapisuję rzeczy. Czasem rysuję kapelusze. Usta Nory utworzyły doskonałe „O”. Spojrzała na Lumę, Wstążkę i Bazgrołka. – Nie wiedziałam, że biblioteka potrafi tak robić – wyszeptała. – Nie każdy nas słyszy – powiedziała łagodnie Luma. – Ale ty nosisz w kieszeni maleńką planetę, a to zwykle oznacza dobrego słuchacza. Nora dotknęła swojej kulki i uśmiechnęła się. – A czego pilnujesz, Wstążko? Wstążka poruszyła się i wskazała bardzo dużą, zieloną książkę na najniższej półce. Tytuł błyszczał złotymi literami: **Księga Małych Drzwi**. – Mamy… mały problem – powiedziała Wstążka, ściszając głos. – Strony stają się… ciche. – Zadrżała jak liść. – Słowa znikają jak płatki śniegu z rękawa. – Znikają – wyjaśnił Bazgrołek, stukając czubkiem o dywan. – A to nic dobrego dla tych, którzy lubią opowieści. A ty lubisz. Nora objęła się ramionami. Sam pomysł, że książka traci słowa, sprawił, że poczuła się tak, jakby zapomniała swojego imienia. – Pomożesz? – zapytała Luma. Jej światło zabrzmiało miękko, jak mruczenie kota. – Jesteś delikatna dla stron. I wystarczająco odważna, by słuchać. Nora od razu skinęła głową. – Tak. Co mam zrobić? – Otwórz tam, gdzie trzymam miejsce – powiedziała Wstążka. – Trzymałam je, ale nie jestem zbyt silna. Nora zsunęła dużą zieloną księgę na dywan i usiadła po turecku. Była ciężka, ale przyjazna. Wstążka wsunęła się między strony i poprowadziła ją na środek. Luma pochyliła swoje światło. Bazgrołek podsunął się bliżej. Na otwartej stronie widniał obrazek małych drzwi namalowanych na kamiennej ścianie. Drzwi miały gałkę wielkości groszku i dziurkę od klucza w kształcie oka. Wokół obrazka słowa szły równymi liniami, lecz niektóre blakły, stając się najpierw mleczne, a potem zupełnie przezroczyste. Nora pochyliła się. Słyszała delikatny dźwięk, jak wiatr w butelce. – Słyszycie to? – Słyszymy – odparła Luma. – Zaczęło się dziś rano. – Najpierw zniknęły słowa po lewej stronie – wyjaśnił Bazgrołek. – „T” i „h” zrobiły się śliskie. Potem „door” wyglądało na zmęczone. A „open” poszło spać. Wstążka lekko się zatrzęsła. – Luma uważa, że drzwi czegoś chcą. Nora wpatrywała się w obrazek. Małe drzwi wyglądały prawie jak prawdziwe. Kiedy mrużyła oczy, widziała słoje drewna i rysę przypominającą uśmiech. Dziurka od klucza wydawała się ciemniejsza. Jakby mrugała. – Tytuł to *Małe Drzwi* – powiedziała Nora. – Może potrzebują klucza. – Sprawdziliśmy wszystkie klucze w bibliotece – rzekła Luma. – Szkieletowe, mosiężne, nawet klawisz od pianina, choć to było trochę głupie. Żaden nie pasuje do obrazka. Nora spojrzała na swoje skarby z kieszeni. Liście, guzik, kulka. Żaden nie był kluczem. – Czasem – odezwał się Bazgrołek – klucze wcale nie są kluczami. Czasem są to kropki nad „i”. Albo końce zdań. – Kropka! – podskoczyła Wstążka. – Mała okrągła kropka! Na stronie brakowało kropki po zdaniu. Czułam, jak zsunęła się jak łza. Nora przeskanowała stronę. Jedno zdanie brzmiało: *The small door was waiting.* Brakowało kropki na końcu. Miejsce po ostatniej literze wyglądało pusto i samotnie. – Gdzie się podziała? – spytała. – Nie wiemy – odparła Luma. – Stoczyła się, zanim zdążyliśmy mrugnąć. Nora pomyślała o swojej kulce. Okrągłe rzeczy lubią się toczyć. – Może spadła – powiedziała. Pochyliła się nisko, niemal dotykając policzkiem strony. Dziurka od klucza w obrazku rozbłysła. Serce Nory podskoczyło. – Ostrożnie – ostrzegł Bazgrołek. – Ja się poślizgnąłem i przez przypadek narysowałem gęsi kapelusz. Nora zajrzała pod książkę, potem pod kolano. Nic. Sprawdziła sąsiednie strony. Też nic. – Ehem – odezwał się senny zegar na półce. Jego wskazówki drgnęły. – Może twoja mała, okrągła przyjaciółka pomoże. Nora wyjęła swoją kulkę i podniosła ją. Złapała światło Lumy i rzuciła na stronę małe słońca. – Mam spróbować tym? – Nie ma właściwego rozmiaru – zastanowiła się Wstążka. – Ale może pokaże nam, gdzie stoczyła się kropka. Nora położyła kulkę na pustym miejscu po zdaniu. Zadrżała w jej palcach jak pszczoła myśląca o kwiatach. Potem zaczęła się toczyć sama – najpierw powoli, jak ślimak, potem odrobinę szybciej. Wydawała delikatne „tik-tik”, przechodząc przez litery. Luma przygasła, a potem rozjaśniła się, podążając za nią. Bazgrołek podążał, skrzypiąc po dywanie. Wstążka trzymała się brzegu strony jak chorągiewka na wietrze. Kulka potoczyła się w stronę obrazka drzwi. Gdy dotarła do progu, nie zatrzymała się. Przechyliła, zapadła i— Zanurzyła się w obrazku jak kropla deszczu w kałuży. Nora sapnęła. Kulka była w połowie w środku, w połowie na zewnątrz, jakby papier był wodą. Dziurka od klucza zadrżała. Z kartki wydobył się ciepły oddech i połaskotał Norę w nos. – Och – szepnęła Wstążka. – Obudziły się. – Cofnij się troszkę – ostrzegła Luma, jej światło drżało z emocji. – Daj im miejsce. Kulka wykonała ostatni ruch i całkiem zniknęła w obrazku. Dziurka od klucza zaświeciła. Maleńka, błyszcząca kropka wtoczyła się na swoje miejsce i osiadła w środku jak źrenica w oku. Skądś zza strony dobiegł dźwięk. Był to odgłos bardzo małej gałki, która się obraca. Serce Nory biło jak oszalała pszczoła. Wyciągnęła rękę i dotknęła namalowanej gałki. Była ciepła jak kamyk nagrzany słońcem. – Może powinniśmy— – zaczęła. Gałka poruszyła się znowu, sama. Linia, gdzie małe drzwi stykały się ze ścianą, stawała się coraz cieńsza, aż rozbłysła złotym światłem. Coś zastukało po drugiej stronie. Raz. Dwa. Potem trzeci raz, głośniej, jakby wiedziało, że tam są. Bazgrołek przełknął ślinę. – To nasza cue – wyszeptał. Światło Lumy zebrało się, jasne i odważne. Wstążka wstrzymała oddech. Maleńkie drzwi w obrazku zatrzęsły się, złota szczelina poszerzała, a gałka zaczęła obracać się w drugą stronę…


Author of this ending:

Age category: 16-17 years
Publication date:
Times read: 23
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.