Zapis w zegarze wieżowym
Na starym rynku przy rzece ratuszowa wieża wznosiła się ponad dachami jak kieszeń czasu. Tego wieczoru Lena, studentka konserwacji zabytków, wspinała się po schodach, by przygotować inwentaryzację zegara. Mieszkańcy mówili, że mechanizm pamięta więcej niż ludzie, ale ona ufała notatkom, nie legendom. W kieszeni brzęczały klucze od pana Wróbla, który tylko mruknął: „Proszę uważać na dwunastą”. Zmierzch niósł z rzeki mgłę, która wciskała się w szpary drzwi jak miękkie palce.
Wewnątrz pachniało olejem, kurzem i miedzią, a koła poruszały się powoli jak oddech. Na stole leżał skoroszyt z cienkimi kartkami, wypełniony równymi wpisami sprzed stu lat. Każdy wpis opisywał odwiedziny kogoś anonimowego, zawsze jednym zdaniem, zadziwiająco precyzyjnym. Dzisiejsza data była pusta, jakby czekała, aż ktoś dokończy jej myśl. Okładka była zatłuszczona, jakby ktoś stale ją otwierał, lecz ciąg wpisów nie urywał się nigdy.
Zadzwonił telefon; to był pan Wróbel, sprawdzający, czy dotarła. „Zegar czasem pyskuje, pani Leno, ale nie gryzie” – zażartował, po czym rozłączył się bez pożegnania. Gdy włącznik zaiskrzył, na sekundę zgasło światło, a w mechanizmie zaklekotało. Lena ujęła korbę naciągu i poczuła delikatne drżenie, jakby coś poruszyło się za ślepą deską. W szybie klatki krążyły gołębie, a ich skrzydła wywoływały echo z długim pogłosem.
Za deską znalazła mosiężną tuleję i zwinięty pasek papieru, suchy jak liść. Na papierze widniało zdanie: „Dziś, przed północą, Lena zobaczy siebie”. Miała w ustach prosty komentarz o kiepskim dowcipie, ale powstrzymała go i zrobiła zdjęcie. Wysłała je Oskarowi, koledze z pracowni; odpisał szybko: „Retro pokój zagadek? Bierz to”. Atrament, choć blady, zareagował na jej ciepło, jakby pamiętał rękę sprzedawcy czasu. Uznała to za reakcję na pot, tanią sztuczkę z pracowni chemicznej, ale papier pozostawał chłodny.
Lena przeszła na wąską galerię za tarczami, gdzie światło miasta sączyło się przez mleczne cyfry. Na wewnętrznej stronie szkła dostrzegła ryski układające się w litery, niewidoczne od ulicy. Przetarła numer „XII” i wyłoniło się ostrzeżenie: „Nie odwracaj się, kiedy zegar milczy”. Przyłożyła ucho do szkła i usłyszała ciche, równomierne zeskrobywanie, jakby ktoś pisał od drugiej strony. W tej samej chwili wszystkie dzwony w okolicy uderzyły, lecz wieża ratusza liczyła tylko jedenaście.
Mechanizm zatrzymał się na 23:57, chociaż telefon uparcie pokazywał 22:41 i drżał od powiadomień. Na zewnątrz, za mlecznym szkłem, przesunął się cień kogoś stojącego na gzymsie, zbyt blisko krawędzi. Ze spiralnych schodów dobiegł metaliczny krok, pojedynczy, jak przecinek w długim zdaniu, a potem cisza. Telefon zadzwonił z nieznanego numeru podpisanego „Lena”, a kiedy odebrała, usłyszała swój głos: „Nie schodź jeszcze… nie tymi schodami”. Z dołu zawył sygnał miejskiej syreny próbnej, lecz w wieży nikt nie uruchamiał alarmu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?