Zaginiony szyfr w Mieście Kotów
Letni zmierzch nadciągał nad stare, brukowane uliczki miasta. Wpadającą przez prześwitujące liście światłość przecinał cień trzynastoletniego Kacpra, który pędził schylony przez wąskie przejście, ściskając w ręku dziwny, połyskujący klucz. Zatrzymał się przy murze starego browaru, gdzie już czekała na niego Lena. Jej oczy błyszczały niecierpliwie – oboje wiedzieli, że ten wieczór nie będzie zwyczajny.
Za ich plecami coś zamiauczało. Gwałtownie się odwrócili. Na murze siedziało pięć kotów: od czarnego z białą łatką na pyszczku, po rudego o postrzępionym ogonie. Jeden z nich, ogromny kocur z szarą kitą, przemówił głosem, który rozbrzmiał wyraźnie w ciszy:
– Jesteście gotowi na próbę, młodzi ludzie? Tylko wy możecie rozwiązać szyfr, którego strzegliśmy przez pokolenia. Jeśli zawiedziecie, cała nasza społeczność... – tu kot zawiesił głos, a jego wąsy zadrżały – ...zniknie na zawsze.
Kacper spojrzał na Lenę, czując zarówno strach, jak i dziwną ekscytację. Przed nimi na kostce pojawił się blady wzór, jakby odbicie dziwnej mapy. Lena wyciągnęła rękę, stuknęła palcem pierwszy znak, a wtedy z ciemności wyłoniły się dziesiątki świecących ślepi.
Wtedy otworzyła się niewidoczna dotąd szczelina w murze, za którą czekała kocia społeczność – miasto, jakiego nigdy wcześniej nie widzieli. Ale zanim zdążyli wejść do środka, niebo przeciął przenikliwy krzyk. Koty zjeżyły grzbiety, a Lena i Kacper wstrzymali oddech, bo nagle zza rogu wyłoniła się ogromna, ciemna sylwetka...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?