Zagadka Białych Drzwi
Dzwonek oznajmił koniec ostatniej lekcji, ale Weronika, Michał i Lena nie wybierali się w pośpiechu do domu. Nowy skrzydło szkoły, w którym trwał właśnie niekończący się remont, przyciągał ich ciekawość jak magnes. Zwłaszcza Michał nie mógł przestać myśleć o dziwnym szumie, który słyszał tam wczoraj, gdy nauczycielka poprosiła go o przyniesienie kredy.
Ściany były tu jeszcze niewykończone, a przez zakurzone okna sączyło się blade światło. Podłoga trzeszczała pod stopami, a zapach świeżej farby mieszał się ze stęchlizną. Lena zauważyła, że jedna z płytek na ścianie lekko odstaje. Zbliżyli się ostrożnie.
– Tu coś jest – szepnęła Weronika, zerkając na kawałek metalu pod luźną płytką. Po chwili wszyscy trzymali w rękach stary, zardzewiały klucz.
Michał próbował przypomnieć sobie, czy w planach remontu była jakaś dodatkowa sala. Nic takiego jednak nie słyszał. Przechodząc dalej, natknęli się na niewielkie, białe drzwi ukryte za workami z cementem. Na tabliczce widniał ledwo czytelny napis: „Sanctum Dentis”.
– To z łaciny – wyszeptała Lena. – Coś od zębów... może 'świątynia zęba'?
Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Klucz pasował idealnie. Wewnątrz panowała niemal zupełna ciemność, ale wąska smuga światła wydobyła z mroku rząd staroświeckich foteli fryzjerskich, wielki zegar i coś, co wyglądało jak dziwna, szklana urna wypełniona setkami... szczoteczek do zębów. Na ścianach wisiały portrety, a na środku pomieszczenia stała tajemnicza skrzynia.
Pośrodku drzwi pojawił się napis świetlny: „Bez odpowiedzi na pytanie Higienisty, nie przejdziesz dalej”. W tej samej chwili zza foteli rozległ się dźwięk szurania i stłumiony głos:
– Kto ośmiela się zakłócać spoczynek Strażnika Uśmiechu?
Nastolatki zamarły w miejscu, patrząc z niedowierzaniem, jak coś zaczyna się wyłaniać z cienia...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?