Za Lustrem: Początek Przejścia
Jan siedział na skrzypiących schodach opuszczonego dworku, wpatrując się w zakurzone promienie słońca wpadające przez przerwane okno. Po raz kolejny powtarzał sobie, że wchodzenie tu po zmroku to nienajlepszy pomysł, ale właśnie takie miejsca fascynowały go od lat. Każda szczelina w podłodze, każdy stary portret na ścianie opowiadały własną historię.
Dziś zamierzał odkryć tę, która tkwiła za zamkniętymi drzwiami na końcu korytarza. Były zardzewiałe i ciężkie, ale ustąpiły po mocniejszym pchnięciu. Za nimi czekało coś innego niż się spodziewał: pusta sala, a na jej środku ogromne, popękane lustro oprawione w wygiętą mosiężną ramę. Lustro było nienaturalnie czyste, jakby czas i kurz nie miały władzy nad jego powierzchnią. Jan poczuł niepokój. Lubił zaglądać za kulisy rzeczywistości, ale to, co zobaczył w tafli, nie było jego odbiciem. To był cień – ciemna, wirująca plama, która poruszała się niezależnie od niego.
Jan ostrożnie podszedł i wyciągnął dłoń w stronę lustra. W tej samej chwili chłodne powietrze zawibrowało, a świat za oknem zaczął się rozmywać. Wokół niego pojawiły się błyski światła i cienie, które nie miały prawa istnieć w prawdziwym świecie. Zza ścian dworku dobiegały odległe szepty, jakby ktoś wołał jego imię.
Jan stał jak zahipnotyzowany, nie wiedząc, co go bardziej przeraża: niepokojący cień czy narastająca w nim fascynacja. Przez chwilę miał wrażenie, że cień w lustrze... uśmiecha się do niego, zapraszając do przejścia przez taflę. Wtedy z ciemności wyłonił się jeszcze jeden kształt – ludzka sylwetka o pustych oczach.
Jan wstrzymał oddech i zrobił krok do przodu, dokładnie w momencie, gdy drzwi za nim zatrzasnęły się z hukiem...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?