Wrzosowisko pod Gontową Górą
Noc jak czarny płaszcz rozpostarła się nad wrzosowiskiem pod Gontową Górą. Powietrze było gęste, pachniało żywicą, mokrym torfem i czymś odlegle dzikim, co nie dawało spokoju każdemu, kto tu zawędrował.
Grzesiek, Ada i Igor, trójka przyjaciół z miasteczka położonego nieopodal, postanowili tej nocy przekroczyć stary szlak wydeptany przez myśliwych i wejść w głąb wrzosowiska, gdzie podobno kryło się to, o czym szeptali najstarsi mieszkańcy. Księżyc przeciskał się przez strzępy chmur, rzucając blade światło na zarośniętą ścieżkę.
— Mówiłeś, że ktoś wczoraj widział ślady przy rzece, prawda? — spytała Ada, poprawiając kaptur, żeby ukryć dreszcze.
— Tak, mój dziadek twierdził, że były ogromne, jakby przeszło coś, czego nie znamy — odparł Igor, spoglądając na ciemne sylwetki drzew.
Grzesiek, który zawsze miał głowę pełną pomysłów, wyciągnął z plecaka starą latarkę i ruszył przodem. Trzaskały gałęzie pod nogami, a wrzosy sięgały im niemal do pasa. Mgła z każdym krokiem robiła się gęstsza.
Nagle, zza wzgórza, dobiegł ich głuchy dźwięk — coś jakby pohukiwanie, przemieszane z szumem liści. Ada zatrzymała się gwałtownie.
— Słyszeliście? — zapytała szeptem.
Zamilkli. Zdawało się, że świat wstrzymał oddech. W mroku zaczęły rysować się dziwne kształty: niskie brzuchate wierzby, porośnięte porostami głazy, a wśród nich — niewielka polana, na której środek prowadziła wijąca się ścieżka. Na środku polany stał kamienny krąg, pokryty runami, starszymi niż najstarsze podania.
Igor zbliżył się ostrożnie, lustrując ziemię. Między kamieniami coś błysnęło w trawie. Grzesiek podniósł z ziemi przedmiot: był to stary, srebrny talizman, grawerowany w święte wzory słowiańskich rodów.
Z nagła ziemia pod nimi zadrżała, a z mokradeł podniosła się zimna mgła. W oddali rozległ się przeciągły śpiew, który nie był ludzki ani zwierzęcy. Przez chwilę wydawało się, że z ciemności wyłoniły się sylwetki, zbyt wysokie jak na ludzi, z głowami porośniętymi jelenimi rogami.
Cała trójka wstrzymała oddech, patrząc, jak postacie zbliżają się powoli, a w ich dłoniach błyszczy światło, którego źródła nie potrafili dostrzec...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?