Wrota Wyobraźni: Niekończący się Labirynt
Szymon zawsze lubił się włóczyć po Opuszczonej Bibliotece. Było w niej coś fascynującego: ciche korytarze, unoszący się w powietrzu zapach starych ksiąg i promienie słońca przebijające się przez wybite szyby. Tego wieczoru, razem z Martą i Kubą, wszedł przez wąskie okno, które od lat nie doczekało się nowej szyby.
Znali to miejsce niemal na pamięć. Zawsze jednak było tam coś, czego jeszcze nie odkryli, jakiś nieskończony rząd półek czy nowe skrzypiące drzwi. Tym razem ich uwagę przyciągnęła stara mapa przyklejona do ściany w Hallu Łowców – tak nazywali salę pełną wypłowiałych portretów.
„Zobaczcie, tu jest narysowany labirynt!” – zawołała Marta, wygładzając papier. Linie plątały się, tworząc nieregularny wzór, a środek mapy ktoś zaznaczył dziwacznym symbolem przypominającym oko zamknięte w kole.
Kuba, znany ze swojego pragmatyzmu, tylko wzruszył ramionami. Ale Szymon zauważył coś jeszcze: pod mapą na ścianie odznaczał się prostokąt nieco jaśniejszy od reszty. Po chwili wspólnego drapania i popychania cegieł, fragment ściany ustąpił, odsłaniając wąskie, spiralne schody prowadzące w dół.
Nie wahali się długo. Latarki z telefonów rozświetlały mroczne stopnie, a echo ich kroków odbijało się od niekończących się murów. Kiedy zeszli na sam dół, ich oczom ukazały się drzwi – misternie zdobione symbolami i pokryte mozaiką szklanych odłamków. Marta bez wahania dotknęła uchwytu, a drzwi otworzyły się na oścież z głuchym trzaskiem.
Za nimi rozciągał się korytarz, którego ściany pulsowały delikatnym światłem, a podłoga mieniła się niczym płynny kryształ. Dookoła unosiły się fragmenty wspomnień, urywki dziecięcych snów, głosy i obrazy – błysk roweru Szymona, kolorowa parasolka Marty, echo śmiechu Kuby.
Wędrowali przed siebie, a z każdym krokiem korytarz zmieniał kształt i barwę. Raz byli nad przepaścią mostu z poruszających się książek, raz wśród drzew, których liście pachniały farbą i papierem. Wszystko zdawało się możliwe w tym miejscu.
W pewnym momencie korytarz rozdzielił się na trzy różne przejścia. Z każdego wydobywało się inne światło i inny dźwięk: z pierwszego dobiegła ich melodia dziecięcej pozytywki, z drugiego – szum fal, z trzeciego – łagodny szelest przewracanych stron.
„Którędy pójdziemy?” – zapytała Marta, nie spuszczając wzroku ze ścian, które zaczęły pokrywać się krótkimi wiadomościami pisanymi znajomym pismem.
Szymon poczuł, jak coś porusza się tuż za nimi...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?