Wrota Nocnej Mgły
Leon od zawsze sądził, że jego rodzinne miasto to nudna plama na mapie – poprzemysłowe osiedla, puste place i samotne dźwigi, które dawno przestały pracować. Tam, gdzie inni widzieli jedynie szarość, on dostrzegał jednak cienie odległe od zwyczajności. Pewnego wieczoru, gdy światło latarni z trudem rozjaśniało gęstą mgłę, Leon usłyszał coś, czego nie potrafił nazwać – głęboki, metaliczny dźwięk wydobywający się z wnętrza starej fabryki przy ul. Różanej. Na drugi dzień wrócił tam, kierowany przeczuciem, które nie dawało mu spokoju.
Przed wejściem, pod grafitowym murem, czekała już Sylwia – jego najlepsza przyjaciółka, niepoprawna marzycielka o ciemnych włosach i ciętym języku. Bez słowa ruszyli razem, podziwiając grające światła latarni odbijające się w kałużach. Wnętrze fabryki było jeszcze bardziej niepokojące niż za dnia: betonowe filary, porzucone wózki, zapach rdzy i wilgoci. Gdy Leon zbliżył się do dawnego magazynu, jego wzrok przykuło coś niezwykłego – lśniący, wygięty jak sierp księżyca fragment metalu wystający spod sterty desek.
– To tylko kawałek blachy – rzuciła Sylwia lekceważąco, ale Leon już czuł, że to coś innego. Odsunęli gruz. W podłodze ukryta była okrągła płyta, pokryta skomplikowanymi rytami. Kiedy Leon dotknął najstarszego symbolu, płyta rozbłysła zimnym światłem, dźwięk rozlał się po cichym wnętrzu.
Z ziemi podniosła się mgła – gęsta, niemal czarna. Zacisnęli dłonie na sobie, a wtedy świat wokół zaczął migotać. Sufit zniknął, fabryka rozpadła się na drobne kawałki, a pod ich stopami otworzył się wir. Wpadli w niego, nie mogąc nawet krzyknąć. Leon zdołał tylko złapać Sylwię za rękę.
Ocknęli się pośród zupełnie obcej przestrzeni – pod stopami mieli szeleszczącą trawę, powietrze miało smak korzennych przypraw, a przed nimi rozciągał się las rozświetlony setkami niebieskich świateł. Po obu stronach ścieżki ustawione były kamienne figury – każda z nich miała inne, nieludzkie oblicze. Z ciemności dochodziły stłumione głosy, a nad wszystkim unosił się zapach dymu i żywicy.
– Czy my… śnimy? – szepnęła Sylwia.
Leon nie potrafił odpowiedzieć. Na końcu ścieżki, dokładnie naprzeciwko nich, zaczęła formować się sylwetka – wysoka postać o srebrnych oczach, trzymająca w dłoniach coś, co pulsowało światłem. Wszystko inne ucichło. Leon poczuł, jak serce bije mu szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?